Już tydzień u Jo minął taki zwykły tydzień, a tyle mi
namieszał w głowie. Tak naprawdę mi namieszał. Tak samo jak ten jeden zwykły
dzień, a tyle się może zmienić. Ale dobra przejdę do początku. Więc…
Już od dwóch dni jestem w domu. Tak, nie umiem zasnąć i to
mnie właśnie najbardziej dziwi. Nie wiem co mam zrobić. Siedzę w pokoju i myślę
nad swoim życiem. Już grubo jest po
północy. Cieszyłam się że jutro, a tak właściwie dziś jest sobota. Od
kąt Jo powiedział mi że mnie kocha czuje się jakoś dziwnie. Odzywałam się do
niego tylko w koniecznych sprawach. Więc jak wróciłam do domu było strasznie
głośno. Przez ten tydzień do domu zdążył się przeprowadzić chłopak mamy wraz z synem.
Muszę do tego przywyknąć. Po cichu wyszłam z pokoju i zeszłam do salonu. Dom
był ciemny i pusty. Tego mi było trzeba ciszy i spokoju. Siedziałam na kanapie
i przeglądałam zdjęcia. Miło było sobie przypomnieć jak był tata i jak Ja,
Julia i Larry byliśmy nie rozłączni. Po śmierci taty wszystko się zmieniło. Oczywiście
Julia , ja i Larry dalej byliśmy nie rozłączni, ale z biegiem lat coraz mniej
czasu spędzaliśmy z sobą.
Wiliam: Miley, co się dzieje?
Miley: Przepraszam nie chciałam pana obudzić.
Wiliam: Nie mów do mnie Pan, mów do mnie Will. Oki?
Miley: No dobra.
Rozmawiałam chyba godzinę z Willem. Nawet nie był taki zły
jak się spodziewałam. Jest bardzo miły i troskliwy. Później poszłam na górę.
Kiedy przechodziłam koło pokoju mojego brata usłyszałam tylko.
Julia: Żartujesz, jak on mógł jej to zrobić?
Larry: Nie, to było naprawdę. Sam to widziałem na oczy
dzisiaj.
Julia: Oki?! Nie możemy jej to mówić załamie się.
Weszłam do pokoju. Byłam już tak zmęczona że od razu zasnęłam.
Rano około 10 obudziła mnie. Zaczęła skakać po pokoju i piszczeć. Nie
wiedziałam o co chodzi. Zmęczona przetarłam oczy i zapytałam się o co chodzi.
Nie chciała mi powiedzieć. Zeszłam na dół. Mama zaskakująco miała dziś dobry
humor. Najbardziej dziwiło mnie to że pierwszy raz śniadanie robił Wiliam i
wyszło mu wręcz niesamowicie. Później
poszłam na górę i przebrałam się. Okazało się że Wiliam i mama postanowili nas wziąć
na plażę na cały dzień. To wyjaśniało dobry humor Julki z rana. Przebrałam się w
strój kąpielowy i poszłam z wszystkimi na plażę. Do swojej torby włożyłam
książkę, aparat, kartkę i ołówki. Tak
usiadłam na kocu i patrzałam jak wszyscy się dobrze bawią. Na uszy założyłam
słuchawki i słuchałam muzyki. Mama kazała mi się iść przejść z siostrą i
braćmi. Kiedy tak chodziliśmy po plaży
zauważyłam przy budce z lodami mojego chłopaka Ala. Chciałam podbiec do niego i
przywitać się z nim. Nagle podeszła do niego jakaś dziewczyna. Zaczęli się
całować. Kiedy tylko to zobaczyłam wyrwałam z rąk mojej kuzynki koktajl i
wzięłam go do rąk. Podeszłam do niego.
Miley: Z nami koniec.
Wylałam mu cały koktajl na głowę.
Alex: Kochanie ja Ci to wszystko wyjaśnię.
Miley: Tu nie ma nic do wyjaśniania. Z nami koniec.
Pobiegłam powrotem na koc. Jedną ręką ocierałam, a drugą
zasłaniałam twarz. Nie chciałam żeby ktoś widział że płacze. Kiedy Julia wróciła
próbowała mnie pocieszyć, jednak jakoś je to nie wychodziło. Chodziłam z
zdrajcą powtarzałam sobie w duchu. Nagle zadzwonił mój telefon. Był to ten Alex. Odrzuć. Nie miałam ochoty z nim
teraz gadać. Może chce mnie jeszcze bardziej dobić, albo zranić. Nie,
powiedziałam dość. Nie chce go więcej widzieć. Nie wiem czy mu kiedyś wybaczę.
Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Kiedy wróciłam. Usiadłam na łóżku i
płakałam. Nadal. Później leżałam tak w łóżku chyba z 3- 4 dni. Nie umiałam się pozbierać po stracie mojego najukochańszego Ala.
Ale świetne! Jestem pełna podziwu jak świetnie składasz zdania. :) Idę czytać dalej! XD
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszam .
OdpowiedzUsuń