piątek, 22 marca 2013

Nie chce zmiań- Rozdział 8


Zrobiłam sobie szczerą rozmowę z Larrym . Później zostałam sama w pokoju. Kompletnie nikogo koło mnie nie było. Z teczki wyjęłam dwie kartki. Postanowiłam że zrobię listę zalet i wad Johnnego i Alexa. Siedziałam na łóżku z dwoma kartkami papieru. Patrzałam się i myślałam nad tym co mam dalej zrobić. Julia śmiała się że mam podwójną wpadkę randkową i miała racje . To mój pierwszy raz kiedy tak miałam. Siedziałam na łóżku i w głowie miałam słowa które cały czas mówił i  Johnny i Alex. „ Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze. Kocham Cię”, a Alex jeszcze jak nie chodziliśmy mówił „ Jesteś moją muzą, moją inspiracją na kolejny dzień. Kocham Cię i nie pozwolę by ktoś Cię skrzywdził”. To jest niesprawiedliwe że oni SA dla mnie ideałami. Co mam zrobić? Kocham Alexa, ale również kocham Deppa. Boje się że jak powiem Johnnemu że mi się podoba, to przyjaźń zniknie  i będę tylko pośmiewiskiem jego i jego znajomych. Trudno muszę w końcu wybrać, albo Al albo Jo. Zdawałam sobie tylko jedno pytanie. Dlaczego, dlaczego oni muszą być dla mnie tacy idealni. Przytuliłam się do mojej poduszki i patrzałam się na kartkę. Patrzałam się i myślałam którego wybrać. Mimo że już podjęłam decyzję, ale teraz zrobiłam sobie przemyślenie i mętlik.
Diana: Jeszcze nie śpisz?
Miley: Nie umiem zasnąć.
Diana: Córeczko , co się dzieje?
Miley: Czemu musi zawszę mi się coś dziać.
Diana: Nie zawszę Ci się coś dzieję, jednak to widać po Tobie.
Miley: I tym razem masz racje. Mam problem i nie umiem sobie z nim poradzić.
Diana: Powiedz, co się dzieje,
Miley: Ty i tak tego nie zrozumiesz, muszę najpierw sama się w tym wszystkim połapać. To jest dla mnie tak skąp likowane. Jak będę potrzebowała porady, to przyjdę do Ciebie.
Diana: Pamiętaj. Chce wszystko dla waszego dobra. A tak a pro po. Nie wchodzić jutro nigdzie na obiad. Będziemy mieli gościa.
Wyszłam z mojego pokoju zamykając i gasząc mi światło. Jednym ruchem ręki schowałam kartki do pamiętnika. Jutro postaram się wszystko poukładać. Wiem że to nie będzie łatwe, jednak w końcu musze to zrobić. Leżałam na łóżku i patrzałam się na sufit. Cały czas myślałam na tym co mam zrobić. Nic nie pomagało mi zasnąć, liczyłam owieczki, ale to też nic nie pomagało.  Wzięłam  telefon i myślałam do kogo zadzwonić. Może do Alexa, ale on już na pewno śpi. Tak samo jak Ashley. Przeglądając dwa razy listę  został mi tylko Johnny. Niema to jak zadzwonić do człowieka przez którego zaczął się ten mętlik. Ale trudno, muszę się komuś wygadać. Zadzwoniłam do Johnnego. Jest sygnał, już miałam się wyłączyć , ale on się odezwał.
Johnny: Hallo!? Miley co się dzieje?
Miley: Nie umiem zasnąć. Muszę z kimś pogadać.
Johnny: Ja też nie mogę zasnąć
Miley: Czyli znasz mój ból.
Johnny: No znam. Co teraz robisz?
Miley: Leże i myślę. O tym że kiedyś przyjedzie do mnie książę z bajki. A ty?
Johnny: Spaceruje i myślę.
Miley: O czym myślisz?
Johnny. O … Pięknym księżycu i o tym jak bardzo za Tobą tęsknie.
Miley: Ja za Tobą również tęsknie.
Rozmawiałem z nim chyba 2 godziny, jak by nie więcej. Zresztą sama nie wiem. Po rozmowie z Deppem szybko zasnęłam. Tego mi było potrzeba.
W końcu nastał ranek. Przebrałam się i poszłam  na akademik. W końcu mogę się spotkać z Johnnym. Dzisiaj jest dzień otwarty dla nowych rekrutów. Czyli w tym przypadku dla mnie. Rano zjadłam śniadanie, a mama  około 9.odwiosła mnie na miejsce.
Diana: Pamiętaj wróć na 15.
Miley: Dobrze mamo. Wrócę na 15 obiecuje.
Diana: Mam nadzieję. A teraz uważaj?
Miley: Uważać, na co?
Mama odjechała, a ja nie wiedziałam na co mam uważać, ale w końcu się domyśliłam. Miałam uważać na Alexa który mnie wziął na ręce i niósł mnie do wejścia. Cały on. Przy wejściu stał Johnny. Rzuciłam się mu na rękę i patrzałam się w te jego brązowe oczy. Okazało się że każdy ma podział na grupy. Niestety ja i Al nie jesteśmy razem. Każda grupa ma swojego opiekuna. Moim opiekunem był Johnny. Szłam koło niego i uważnie słuchałam co mówi do nas. On cały czas patrzał się w moje oczy. Po 20 minutach Johnny zrobił przerwę na pójście do łazienki i na zjedzenie czegoś. Stałam naprzeciwko Jo i cały czas patrzała się w moje oczy. Jednak Johnny ma ten swój czar. Po 5 minutach rozmowy musiałam iść do łazienki
*** Oczami Johnnego ***
Miley poszła do łazienki, a do mnie podszedł najlepszy przyjaciel.
Orlando: To jest ta leska która Ci się podoba?
Johnny: Ciszej, jeszcze usłyszy.
Orlando: Jeszcze jej tego nie powiedziałeś? Gościu zlituj się.
Johnny: Ona ma chłopaka, zresztą na pewno na takiego gościa jak ja nawet by nie spojrzała.
Orlando: Nawet tak nie mów. Nie wiesz co ona o Tobie sądzi. Spokojnie, rozumiesz?
Johnny: No spoko.
Orlando: Więc jutro impreza. Masz już parę?
Johnny: Kompletnie zapomniałem. Ale nie przejmuj się na pewno przyjdę. Może zaproszę Miley.
Orlando: No i bardzo dobrze, w końcu musisz zrobić ten pierwszy krok.
Johnny: No dobra, teraz idź .
Orlando: Po co?
Johnny: Chce z nią pogadać, sam na sam.
Orlando: No dobra idę.
Poszedł, nadal siedziałem i czekałem na Miley. Kiedy tak czekałem zobaczyłem chłopaka Miley i Sarę. Całowali się, a jemu najwyraźniej sprawiało to przyjemność. Jak on tak może? Co ona mu zrobiła? Nigdy w życiu nie mógł bym pozwolić na skrzywdzenie tak pięknej istoty jaką jest Miley. Podeszłem ukradkiem i zrobiłam mu zdjęcie. W końcu będę miał potwierdzenie że Al zdradza Miley. Wystarczy jeszcze tylko żeby Miley z nim zerwała i będę mógł działać. Ale nie mogę jej tego zrobić. Nie chcę ją skrzywdzić. Za bardzo ją kocham.
*** Moimi oczami ***
Wyszłam z toalety i poszłam do Johnnego. Miał jakąś dziwną minę. Pytałam się „ Co się dzieje?” Ale mi nie odpowiadał. Widziałam że stało się coś strasznego. Patrzałam się na Deppa i uśmiechałam się. Chciałam w końcu mu powiedzieć że mi się podoba, ale jednak się bałam. Nie chciałam ranić Alexa w końcu z nim jestem, ale od dłuższego czasu Al zachowuje się jakoś dziwnie. Kiedy wszystko się skończyło. Johnny odprowadził mnie do domu. Pożegnałam się z nim. Później poszłam do pokoju się przebrać. Złapałam sukienkę którą mama mi przygotowała. Później zeszłam na dół i pomagałam mamie i Juli przygotować obiad. Larrego nie było w domu. Pewnie miał jeszcze trening piłki nożnej. Więc jak wróci będzie zmęczony. Poszłam do jego pokoju i przyszykowałam mu ubranie. Za 10 minut był już w domu. Szybko się przebrał i zeszedł na dół. Nagle ktoś zapukał. Mama poszła otworzyć. Myśmy wszyscy czekali w salonie.
Diana: Kochani, chciałam wam przedstawić. Mężczyznę z  którym się umawiam i jego syna.
Wiliam: Cześć dzieciaki. To jest mój syn Cody.
Ten chłopak był nie wiele starszy o Juli. Julia i Larry poszli się przywitać, a ja nie.
Miley: Mamo obiecałaś że nie będziesz się starała zastąpić taty.
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się. Usiadłam na łóżku. Do torby schowałam  kilka ubrań , sukienkę i mój pamiętnik no i oczywiście bieliznę. Schowałam również trochę kosmetyków i wiele różnych rzeczy. Nie do wiary jak pojemna jest damska torba. Mama podbiegła do mnie na górę i próbowała mnie przekonać razem z moim bratem. Wiedziałam że kiedyś to się stanie i będę musiała mieć ojczyma, ale nie chciałam. Może kiedyś się do niego przekonam, ale nie teraz. Później zeszli na dół, a ja razem z nim. Nawet nie zauważyli że mam przy sobie torbę. Jak tylko zeszłam na dół uciekłam z domu. Po drodze zadzwoniłam jeszcze do Deppa. Spytałam się czy nie mogę się u niego zatrzymać na pewien czas, zgodził się . Z czego się bardzo ucieszyłam. Musze na razie przywyknąć do tego że mam się umawia z kimś na randki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz