Zrobiłam sobie szczerą rozmowę z Larrym . Później zostałam
sama w pokoju. Kompletnie nikogo koło mnie nie było. Z teczki wyjęłam dwie
kartki. Postanowiłam że zrobię listę zalet i wad Johnnego i Alexa. Siedziałam
na łóżku z dwoma kartkami papieru. Patrzałam się i myślałam nad tym co mam
dalej zrobić. Julia śmiała się że mam podwójną wpadkę randkową i miała racje .
To mój pierwszy raz kiedy tak miałam. Siedziałam na łóżku i w głowie miałam
słowa które cały czas mówił i Johnny i
Alex. „ Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze. Kocham Cię”, a Alex jeszcze
jak nie chodziliśmy mówił „ Jesteś moją muzą, moją inspiracją na kolejny dzień.
Kocham Cię i nie pozwolę by ktoś Cię skrzywdził”. To jest niesprawiedliwe że
oni SA dla mnie ideałami. Co mam zrobić? Kocham Alexa, ale również kocham
Deppa. Boje się że jak powiem Johnnemu że mi się podoba, to przyjaźń
zniknie i będę tylko pośmiewiskiem jego
i jego znajomych. Trudno muszę w końcu wybrać, albo Al albo Jo. Zdawałam sobie
tylko jedno pytanie. Dlaczego, dlaczego oni muszą być dla mnie tacy idealni.
Przytuliłam się do mojej poduszki i patrzałam się na kartkę. Patrzałam się i
myślałam którego wybrać. Mimo że już podjęłam decyzję, ale teraz zrobiłam sobie
przemyślenie i mętlik.
Diana: Jeszcze nie śpisz?
Miley: Nie umiem zasnąć.
Diana: Córeczko , co się dzieje?
Miley: Czemu musi zawszę mi się coś dziać.
Diana: Nie zawszę Ci się coś dzieję, jednak to widać po
Tobie.
Miley: I tym razem masz racje. Mam problem i nie umiem sobie
z nim poradzić.
Diana: Powiedz, co się dzieje,
Miley: Ty i tak tego nie zrozumiesz, muszę najpierw sama się
w tym wszystkim połapać. To jest dla mnie tak skąp likowane. Jak będę
potrzebowała porady, to przyjdę do Ciebie.
Diana: Pamiętaj. Chce wszystko dla waszego dobra. A tak a
pro po. Nie wchodzić jutro nigdzie na obiad. Będziemy mieli gościa.
Wyszłam z mojego pokoju zamykając i gasząc mi światło.
Jednym ruchem ręki schowałam kartki do pamiętnika. Jutro postaram się wszystko
poukładać. Wiem że to nie będzie łatwe, jednak w końcu musze to zrobić. Leżałam
na łóżku i patrzałam się na sufit. Cały czas myślałam na tym co mam zrobić. Nic
nie pomagało mi zasnąć, liczyłam owieczki, ale to też nic nie pomagało. Wzięłam
telefon i myślałam do kogo zadzwonić. Może do Alexa, ale on już na pewno
śpi. Tak samo jak Ashley. Przeglądając dwa razy listę został mi tylko Johnny. Niema to jak
zadzwonić do człowieka przez którego zaczął się ten mętlik. Ale trudno, muszę
się komuś wygadać. Zadzwoniłam do Johnnego. Jest sygnał, już miałam się
wyłączyć , ale on się odezwał.
Johnny: Hallo!? Miley co się dzieje?
Miley: Nie umiem zasnąć. Muszę z kimś pogadać.
Johnny: Ja też nie mogę zasnąć
Miley: Czyli znasz mój ból.
Johnny: No znam. Co teraz robisz?
Miley: Leże i myślę. O tym że kiedyś przyjedzie do mnie
książę z bajki. A ty?
Johnny: Spaceruje i myślę.
Miley: O czym myślisz?
Johnny. O … Pięknym księżycu i o tym jak bardzo za Tobą
tęsknie.
Miley: Ja za Tobą również tęsknie.
Rozmawiałem z nim chyba 2 godziny, jak by nie więcej.
Zresztą sama nie wiem. Po rozmowie z Deppem szybko zasnęłam. Tego mi było
potrzeba.
W końcu nastał ranek. Przebrałam się i poszłam na akademik. W końcu mogę się spotkać z
Johnnym. Dzisiaj jest dzień otwarty dla nowych rekrutów. Czyli w tym przypadku
dla mnie. Rano zjadłam śniadanie, a mama
około 9.odwiosła mnie na miejsce.
Diana: Pamiętaj wróć na 15.
Miley: Dobrze mamo. Wrócę na 15 obiecuje.
Diana: Mam nadzieję. A teraz uważaj?
Miley: Uważać, na co?
Mama odjechała, a ja nie wiedziałam na co mam uważać, ale w
końcu się domyśliłam. Miałam uważać na Alexa który mnie wziął na ręce i niósł
mnie do wejścia. Cały on. Przy wejściu stał Johnny. Rzuciłam się mu na rękę i
patrzałam się w te jego brązowe oczy. Okazało się że każdy ma podział na grupy.
Niestety ja i Al nie jesteśmy razem. Każda grupa ma swojego opiekuna. Moim
opiekunem był Johnny. Szłam koło niego i uważnie słuchałam co mówi do nas. On
cały czas patrzał się w moje oczy. Po 20 minutach Johnny zrobił przerwę na
pójście do łazienki i na zjedzenie czegoś. Stałam naprzeciwko Jo i cały czas
patrzała się w moje oczy. Jednak Johnny ma ten swój czar. Po 5 minutach rozmowy
musiałam iść do łazienki
*** Oczami Johnnego ***
Miley poszła do łazienki, a do mnie podszedł najlepszy przyjaciel.
Orlando: To jest ta leska która Ci się podoba?
Johnny: Ciszej, jeszcze usłyszy.
Orlando: Jeszcze jej tego nie powiedziałeś? Gościu zlituj
się.
Johnny: Ona ma chłopaka, zresztą na pewno na takiego gościa
jak ja nawet by nie spojrzała.
Orlando: Nawet tak nie mów. Nie wiesz co ona o Tobie sądzi.
Spokojnie, rozumiesz?
Johnny: No spoko.
Orlando: Więc jutro impreza. Masz już parę?
Johnny: Kompletnie zapomniałem. Ale nie przejmuj się na
pewno przyjdę. Może zaproszę Miley.
Orlando: No i bardzo dobrze, w końcu musisz zrobić ten
pierwszy krok.
Johnny: No dobra, teraz idź .
Orlando: Po co?
Johnny: Chce z nią pogadać, sam na sam.
Orlando: No dobra idę.
Poszedł, nadal siedziałem i czekałem na Miley. Kiedy tak
czekałem zobaczyłem chłopaka Miley i Sarę. Całowali się, a jemu najwyraźniej
sprawiało to przyjemność. Jak on tak może? Co ona mu zrobiła? Nigdy w życiu nie
mógł bym pozwolić na skrzywdzenie tak pięknej istoty jaką jest Miley. Podeszłem
ukradkiem i zrobiłam mu zdjęcie. W końcu będę miał potwierdzenie że Al zdradza
Miley. Wystarczy jeszcze tylko żeby Miley z nim zerwała i będę mógł działać. Ale
nie mogę jej tego zrobić. Nie chcę ją skrzywdzić. Za bardzo ją kocham.
*** Moimi oczami ***
Wyszłam z toalety i poszłam do Johnnego. Miał jakąś dziwną
minę. Pytałam się „ Co się dzieje?” Ale mi nie odpowiadał. Widziałam że stało
się coś strasznego. Patrzałam się na Deppa i uśmiechałam się. Chciałam w końcu
mu powiedzieć że mi się podoba, ale jednak się bałam. Nie chciałam ranić Alexa
w końcu z nim jestem, ale od dłuższego czasu Al zachowuje się jakoś dziwnie.
Kiedy wszystko się skończyło. Johnny odprowadził mnie do domu. Pożegnałam się z
nim. Później poszłam do pokoju się przebrać. Złapałam sukienkę którą mama mi
przygotowała. Później zeszłam na dół i pomagałam mamie i Juli przygotować
obiad. Larrego nie było w domu. Pewnie miał jeszcze trening piłki nożnej. Więc
jak wróci będzie zmęczony. Poszłam do jego pokoju i przyszykowałam mu ubranie. Za
10 minut był już w domu. Szybko się przebrał i zeszedł na dół. Nagle ktoś zapukał.
Mama poszła otworzyć. Myśmy wszyscy czekali w salonie.
Diana: Kochani, chciałam wam przedstawić. Mężczyznę z którym się umawiam i jego syna.
Wiliam: Cześć dzieciaki. To jest mój syn Cody.
Ten chłopak był nie wiele starszy o Juli. Julia i Larry
poszli się przywitać, a ja nie.
Miley: Mamo obiecałaś że nie będziesz się starała zastąpić
taty.
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się. Usiadłam na łóżku. Do
torby schowałam kilka ubrań , sukienkę i
mój pamiętnik no i oczywiście bieliznę. Schowałam również trochę kosmetyków i wiele
różnych rzeczy. Nie do wiary jak pojemna jest damska torba. Mama podbiegła do
mnie na górę i próbowała mnie przekonać razem z moim bratem. Wiedziałam że
kiedyś to się stanie i będę musiała mieć ojczyma, ale nie chciałam. Może kiedyś
się do niego przekonam, ale nie teraz. Później zeszli na dół, a ja razem z nim.
Nawet nie zauważyli że mam przy sobie torbę. Jak tylko zeszłam na dół uciekłam
z domu. Po drodze zadzwoniłam jeszcze do Deppa. Spytałam się czy nie mogę się u
niego zatrzymać na pewien czas, zgodził się . Z czego się bardzo ucieszyłam.
Musze na razie przywyknąć do tego że mam się umawia z kimś na randki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz