Rano wstałam. Dziwnym przypadkiem leżałam u Johnnego na
łóżku, a jego nigdzie nie było. Leżałam tak i patrzałam się w sufit. Później
wstałam i poszłam do kuchni. Na stole zauważyłam stertę naleśników. Były
jeszcze ciepłe. Przy naleśnikach leżała mała karteczka którą wzięłam do rąk. Okazało
się że Jo razem z Orlando poszli na studia. To było trochę dziwne on jest tylko
ode mnie o rok starszy, a musi chodzić bez przerwy na studia , a ja mam
wakacje. Dobra jak na razie muszę przestać o tym myśleć. Zjadłam naleśniki, a później wzięłam się za
sprzątanie. Musiałam jakoś się odwdzięczyć za przyjęcie mnie do siebie.
Posprzątałam i cały pokój, a później przebrałam się. Za około godzinę do pokoju
wróci Jo.
Johnny: Łał, takiego porządku jeszcze tu nigdy nie było.
Miley: Chciałem się jakoś odwdzięczyć za ugoszczenie mnie.
Johnny: Nie musiałaś.
Miley: Ale chciałem.
Przytuliłam się do Johnnego.
Johnny: To dzisiaj aktualna dyskoteka?
Miley: Oczywiście że tak. Przecież od wczoraj do mnie nikt
nie dzwonił.
Johnny: No raczej. Głupi ja.
Miley: Nie jesteś głupi. Jesteś kochany.
Przytuliłam się do niego. On mnie objął i spojrzał mi
głęboko w oczy. Nagle do pokoju przyszedł jego przyjaciel.
Orlando: Powiedziałeś jej, w końcu.
Miley: Co mi miałeś powiedzieć?
Johnny: Nic, nic. Orlando pomylił sobie pokoje. Prawda.
Orlando: Tak, tak pomyliłem sobie pokoje. Sorry.
Wyszedł, a Johnny zaczął coś szukać w torbie. Kiedy już
znalazł trzymał coś za plecami.
Johnny: Skoro idziesz ze mną na dyskotekę mam dla Ciebie
taki mały drobiazg.
Za pleców wyjął sukienkę. Była śliczna. Podał mi ją do rąk.
Z wrażenia usiadłam. Powoli zaczęłam jeździć ręką.
Miley: Jejku, jeszcze nigdy chłopak nie kupił mi sukienki.
Johnny: Jak Ci się nie podoba tomowe zwrócić.
Miley: Ty żartujesz? Jest świetna. Dziękuje.
Rzuciłam się mu na szyje i zacząłem go całować po
policzkach. Później poszłam przymierzyć sukienkę chyba z godzinę przeglądałam
się w lusterku. Leżała świetnie. Później zaczęłam się szykować na dyskotekę.
Jakie szczęście że do torebki wrzuciłam nie zbędne rzeczy. Teraz wystarczy się
uczesać, pomalować. Już. Skromnie mówiąc wyglądam świetnie. Chłopaki czekali na
mnie. Tak, Orlando też czekał. Oni już byli przyszykowani. Wyszłam.
Orlando: Wygląda świetnie.
Johnny: Masz racje. Ona jest piękna. Już nie dziwie się
czemu za nią każdy chłopak się ogląda.
Miley: Sorry, że tak długo musieliście czekać.
Orlando: Ależ nic się nie stało. Tak, a pro po mogę sobie
zarezerwować choć jeden wolny taniec.
Miley: Zobaczy się.
Szliśmy w kierunki plaży, na szczęście plaża jest nie daleko
naszego akademika. Patrzałam się na Johnnego. Och, plaża jest pięknie zorganizowana.
Strasznie mi się ona podobała. Chłopaki się postarali. Później na plaże
przychodziło coraz więcej ludzi. Wszyscy się na mnie patrzeli z dziwieniem. Od
czasu do czasu słyszałam „ Kim jest ta dziewczyna?” lub „ Czy tamta laska jest
wolna?” Było to trochę nie przyjemne. Siedziałam przy stole i czekałam na Jo
który chodził po wszystkich znajomych i opowiadał im przeróżne rzeczy.
Siedziałam tak sama i patrzałam się na ludzi którzy bez przerwy się bawili,
albo śmiali. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.
Johnny: Zgadnij kto to?
Miley: No nie wiem. Może Johnny.
Johnny: A ty co jasnowidz czy co?
Miley: Nie po prostu umiem rozpoznać twój głos.
Johnny: …
Miley: I masz charakterystyczny zapach perfum.
Johnny: To może lepiej je zmienię.
Miley: Nie, są świetne. Strasznie mi się podobają.
Johnny: Czemu jesteś smutna?
Miley: Bo siedzę tu od dłuższego czasu sama.
Jo wziął mnie na ręce i niósł mnie w kierunku wody. Później
złapał mnie za rękę i szedł tak ze mną brzegiem plaży. Fale delikatnie obmywały
nam stopy. Cały czas widziałam że Johnny chce mi coś powiedzieć ale się bał.
Johnny: Masz śliczne oczy.
Miley: Johnny. Co się dzieje?
Johnny: Nie wiem jak Ci to powiedzieć…
Miley: Mów śmiało. Powiedz co się dzieje.
Johnny: Miley, obiecaj mi tylko jedno. Że jak Ci to powiem
nie będziesz się ze mnie śmiała, ani nic.
Miley: Obiecuje. Powiedz co się stało?
Johnny: Strasznie mi się podobasz. W ogóle jesteś najlepszym
co mnie w życiu spotkało. Kocham Cię, dla Ciebie mógł bym nawet w ogień
skoczyć. Zrozum to że cię kocham.
Miley: Łał, nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie.
Johnny: Miley wiem że to jest zaskakujące. Ale Miley moje
uczucie do Ciebie jest bardzo silne.
Miley: Muszę się zastanowić.
Później zostałam na imprezie do końca. Pod koniec poszłam z
Jo i Orlando do akademika. Przez całą drogę nie odzywałam się do Jo. Nie
wiedziałam co mu odpowiedzieć. Ale w końcu czułam do Jo to samo. Siedziałam i patrzałam się na Jo jak kład się
spać.
Orlando: Czemu nie odzywasz się do Jo?
Miley: Nie wiem jak ci to wyjaśnić.
Orlando: Powiedział Ci że Cię kocha.
Miley: Tak
Orlando: I co?
Miley: Mogę być z Tobą szczera?
Orlando: Pewnie że tak.
Miley: Jestem również zakochana w Johnnym. Tylko boje się
wyjść z strefy przyjaźni.
Orlando: No wiem, nie jest łatwo wyjść z strefy przyjaźni.
Miley: Jest jeszcze mała przeszkoda.
Orlando: Jak?
Miley: Mój chłopak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz