I co nadszedł już czas na ślub mojej mamy. Już od samego
rana Były przygotowania. To jest takie dziwne razem z moimi rodzicami pojechaliśmy
na wyspę gdzie miał się odbyć ślub. To miała być niespodzianka dla mojej mamy i
ojczyma. Razem z rodzeństwem postanowiliśmy sami zorganizować dla rodziców
ślub. To był mój pomysł żeby zrobić na
wyspie. Pojechałam tam wcześniej.
Musiałam wszystkiego dopilnować. Około 10 przyjeżdżali goście. Mama przyjechała
około 10. 30. Razem z siostrą pomagaliśmy mamie się przebrać w suknie ślubną . Później poszłam
pomóc moim braciom w przyszykowaniu taty. Kiedy przyszykowanie się skończył
sama musiałam się przyszykować. Ubrałam sukienkę i zrobiłam sobie lekki makijaż
i poprawiłam fryzurę.
Larry: A gdzie jest twój Johnny.
Miley: Ja…
Julia: Larry zostaw ją.
Larry: Zostaw ją.
Julia: Zostaw ją.
Miley: Dobra przestańcie już.
Larry i Julia: No dobra.
Miley: Jo przyjdzie wtedy kiedy będzie gotowy.
Larry: Dobra, ja idę do Dani.
Poszedł ,a ja czekałam na ja Jo. Po chwili przyszedł.
Miley: Ślicznie ci w tym garniturze.
Johnny: Dzięki. Tobie ślicznie w tej sukience. Wyglądasz
przepięknie.
Miley: O dzięki.
Przytuliłam się do Johnnego i poszliśmy na ceremonie ślubną.
Siedziałam koło mojego rodzeństwa i Jo.
Ślub był piękny, kilka łez mi poleciało z oczu, które Johnny otarł. Za
chwile poszliśmy na weselę. Jakie to szczęście że było nie daleko. Bawili
wszyscy się świetnie. Tak samo jak ja.
Johnny: Miley, chodź ze mną na chwilę.
Miley: Po co?
Johnny: No choć.
Złapał mnie za rękę i poszedł ze mną na plaże. Właśnie w
tedy był zachód słońca. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie. W jego oczach
widziałam coś takiego co mnie uszczęśliwiało. Chciałam być blisko niego.
Johnny: Miley, chce się Ciebie spytać czy nie chcesz ze mną
chodzić.
Miley: Johnny wiesz…
Johnny: Jak nie chcesz powiedz zrozumiem.
Miley: Ja bardzo chcę z Tobą chodzić. Jednak nie jestem na
to gotowa. Kocham Cię, ale nie wiem czy mogę z Tobą chodzić.
Johnny: Rozumiem to wszystko.
Pocałował mnie w usta i mocno przytulił.
Miley: Naprawdę?
Johnny: Tak.
Miley: Jak tak to chce, chce być z Tobą.
Pocałowałam Jo ponownie w usta i poszliśmy na salę. Złapałam
Jo za rękę i zaczęliśmy tańczyć. Podczas tańca nie spuszczałam oczu z pięknych
brązowych oczu Johnnego. Ten jego błysk w oku i ten jego uśmiech. Miały w sobie
czar. Czar który z łatwością mnie uwiódł.
Diana: Córeczko choć porozmawiać.
Miley: Już idę.
Mama wzięła mnie na balkon.
Miley: Co się stało?
Diana: Chodzisz już z Johnnym?
Miley: Mamo, daruj sobie.
Diana: Odpowiedz mi.
Miley: Tak – wyszeptałam cicho pod nosem.
Diana: Powiedz głośniej.
Miley: Tak, tak chodzę z Jo.
Diana: Córeczko gratuluje.
Miley: Nie ma czego. My tylko jesteśmy parą.
Za chwilę wróciłam do Jo na salę. Nagle pościli wolną
piosenkę. Mocno przytuliłam się do Jo. Wyszeptał mi na ucho „ Kocham Cię”. Ślub
już dobiegał końca.
Miley: Dziękuje że ze mną przyszłość.
Johnny: Nie ma za co.
Ponownie mnie
pocałował w usta. Na noc rodzice zaprosili go do mnie. To był najcudowniejszy
dzień w moim życiu i liczę że przy nim to każdy dzień będzie taki. Dla mojej
mamy też był to wyjątkowy dzień. Johnny spał w moim pokoju. Ja spałam u mojej siostry. Naprawdę ten dzień
jest cudowny, a ślub wyszedł wręcz idealnie.
Swietne opowiadanie bardzo mi się podoba. w wolnym czasie zapraszam do mnie :)http://lovedog114.blogspot.com/2014/03/rozdzia-5.html
OdpowiedzUsuń