sobota, 30 marca 2013

Ślub Mamy- Rozdział 15


I co nadszedł już czas na ślub mojej mamy. Już od samego rana Były przygotowania. To jest takie dziwne razem z moimi rodzicami pojechaliśmy na wyspę gdzie miał się odbyć ślub. To miała być niespodzianka dla mojej mamy i ojczyma. Razem z rodzeństwem postanowiliśmy sami zorganizować dla rodziców ślub.  To był mój pomysł żeby zrobić na wyspie.  Pojechałam tam wcześniej. Musiałam wszystkiego dopilnować. Około 10 przyjeżdżali goście. Mama przyjechała około 10. 30. Razem z siostrą pomagaliśmy mamie się przebrać w suknie ślubną . Później poszłam pomóc moim braciom w przyszykowaniu taty. Kiedy przyszykowanie się skończył sama musiałam się przyszykować. Ubrałam sukienkę i zrobiłam sobie lekki makijaż i poprawiłam fryzurę. 
Larry: A gdzie jest twój Johnny.
Miley: Ja…
Julia: Larry zostaw ją.
Larry: Zostaw ją.
Julia: Zostaw ją.
Miley: Dobra przestańcie już.
Larry i Julia: No dobra.
Miley: Jo przyjdzie wtedy kiedy będzie gotowy.
Larry: Dobra, ja idę do Dani.
Poszedł ,a ja czekałam na ja Jo. Po chwili przyszedł.
Miley: Ślicznie ci w tym garniturze.
Johnny: Dzięki. Tobie ślicznie w tej sukience. Wyglądasz przepięknie.
Miley: O dzięki.
Przytuliłam się do Johnnego i poszliśmy na ceremonie ślubną. Siedziałam koło mojego rodzeństwa i Jo.  Ślub był piękny, kilka łez mi poleciało z oczu, które Johnny otarł. Za chwile poszliśmy na weselę. Jakie to szczęście że było nie daleko. Bawili wszyscy się świetnie. Tak samo jak ja.
Johnny: Miley, chodź ze mną na chwilę.
Miley: Po co?
Johnny: No choć.
Złapał mnie za rękę i poszedł ze mną na plaże. Właśnie w tedy był zachód słońca. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie. W jego oczach widziałam coś takiego co mnie uszczęśliwiało. Chciałam być blisko niego.
Johnny: Miley, chce się Ciebie spytać czy nie chcesz ze mną chodzić.
Miley: Johnny wiesz…
Johnny: Jak nie chcesz powiedz zrozumiem.
Miley: Ja bardzo chcę z Tobą chodzić. Jednak nie jestem na to gotowa. Kocham Cię, ale nie wiem czy mogę z Tobą chodzić.
Johnny: Rozumiem to wszystko.
Pocałował mnie w usta i mocno przytulił.
Miley: Naprawdę?
Johnny: Tak.
Miley: Jak tak to chce, chce być z Tobą.
Pocałowałam Jo ponownie w usta i poszliśmy na salę. Złapałam Jo za rękę i zaczęliśmy tańczyć. Podczas tańca nie spuszczałam oczu z pięknych brązowych oczu Johnnego. Ten jego błysk w oku i ten jego uśmiech. Miały w sobie czar. Czar który z łatwością mnie uwiódł.
Diana: Córeczko choć porozmawiać.
Miley: Już idę.
Mama wzięła mnie na balkon.
Miley: Co się stało?
Diana: Chodzisz już z Johnnym?
Miley: Mamo, daruj sobie.
Diana: Odpowiedz mi.
Miley: Tak – wyszeptałam cicho pod nosem.
Diana: Powiedz głośniej.
Miley: Tak, tak chodzę z Jo.
Diana: Córeczko gratuluje.
Miley: Nie ma czego. My tylko jesteśmy parą.
Za chwilę wróciłam do Jo na salę. Nagle pościli wolną piosenkę. Mocno przytuliłam się do Jo. Wyszeptał mi na ucho „ Kocham Cię”. Ślub już dobiegał końca.
Miley: Dziękuje że ze mną przyszłość.
Johnny: Nie ma za co.
 Ponownie mnie pocałował w usta. Na noc rodzice zaprosili go do mnie. To był najcudowniejszy dzień w moim życiu i liczę że przy nim to każdy dzień będzie taki. Dla mojej mamy też był to wyjątkowy dzień. Johnny spał w moim pokoju.  Ja spałam u mojej siostry. Naprawdę ten dzień jest cudowny, a ślub wyszedł wręcz idealnie.

1 komentarz:

  1. Swietne opowiadanie bardzo mi się podoba. w wolnym czasie zapraszam do mnie :)http://lovedog114.blogspot.com/2014/03/rozdzia-5.html

    OdpowiedzUsuń