wtorek, 2 kwietnia 2013

I szkoła się zaczyna - Rozdział 18


Dzisiaj ma się rozpocząć mój pierwszy rok na studiach. Trochę się boją. Rano zrobiłam sobie sałatkę i do tego gorącą herbatę. Później szybko poszłam się przyszykować ubranie na rozpoczęcie. Szybko spięłam włosy w kucyk i poszłam na dół. Na dole czekała już na mnie rodzina. Wiliam ma zawieś Codiego i Larrego do szkoły sportowej, a mnie , Julia i Lolo ma zawieść nas na studia. Szybko zebrałyśmy się i weszłyśmy do auta. Dziwiło mnie to tylko że wakacje minęły tak szybko. Dość szybko dojechaliśmy. Mama powiedziała że jak się skończy mamy zadzwonić po nią. Dobra. Przy szkole zauważyłam Sabrinę, Andre i Violettę. Razem z Ashley poszliśmy się przywitać. Szczerze mówiąc to stęskniłam się za moim koleżankami. Gron naszej klasy robiło się coraz większe i większe. Poznawałam nowe osoby: Leona, Rose i Evana. Dołowała mnie tylko to że niestety muszę być w jednej klasie z Tarą i Sarą. Wydaje mi się że z nią się nie zaprzyjaźnię. Trudno, mam wielu innych przyjaciół. Staliśmy tak przed szkołą i rozmawialiśmy. Czekaliśmy aż w końcu pozwolą nam wejść.  Ktoś mnie objął w tali.
Miley: Johnny?
Alex: Nie Alex, chciałem się przywitać.
Miley: Możesz mnie puścić, nie jesteśmy już razem i ty dobrze o tym wiesz.
Puścił mnie, ale nadal stał koło mnie i patrzała się w moje oczy. Stała koło mnie i tak patrzał się na mnie.
Alex: Miley, muszę Ci coś wyznać. Nigdy nie kochałam innej kobiety tak bardzo jak kocham Ciebie.
Miley: To dla mnie już nic nie znaczy. Przepraszam ,ale ja jestem już z związku i jestem z tego zadowolona. Zrozumiałam już że przy Johnnym jestem szczęśliwa tak jak nigdy nie byłam. Zrozum to. Znajdź sobie osobę przy której będziesz tak szczęśliwy jak ja jestem przy Johnnym.
Poszłam powrotem do moich przyjaciół. Kiedy się obejrzałam za siebie. Widziałam kolejną dziewczynę w jego objęciach. Zrozumiałam właśnie wtedy  że wszystko co mówił do mnie Alex był nieszczery. On już od samego początku miał inne dziewczyny na boku.
Sara: Proszę, proszę, proszę. Czyżby mała kłótnia pomiędzy wami była?
Miley: To co między nami było to historia. Nic już nas nie łączy.
Sara: O nie wiesz jak ja się….
Miley: Ta, ta cieszysz się . Dobra zostaw mnie.
Odeszłam od niej. Powoli można już było wchodzić. Razem z dziewczynami usiadłyśmy z tyłu. Akadami na rozpoczęcie roku była długa i nudna. Chyba jak każda akademia. Po akademią poszliśmy do swoich klas. Tak, te studia są zupełnie inne  studia. Są tu klasy i wychowawcy. W sumie mi takie studia pasują. Dziewczyną też. Jednak za jednym z szkoły będę tęsknić. Za notatkami które robili nam nauczyciele. Za tym będę tęsknić. Teraz będę musiała sama robić notatki.  Dobra już skończyła się akademia. Jutro będzie trzeba będzie do szkoły przyjść na ósmą. Trochę trudno będzie trzeba wstać wcześniej i iść na studia. Julia zadzwoniła po mamę . Czekałyśmy chyba tak z 10-20 minut.
Miley: Mamo, głodna jestem.
Julia: No ja też.
Diana: No to jedziemy na pizzę?
Miley: Jestem za.
Pojechałyśmy na pizzę. Oczywiście mama stawiała. Siedziałam przy stole i pocichł jadłam pizzę.
Diana: A tobie córeczko co się dzieje?
Miley: Nic mi się nie dzieje.
Julia: Miley po prostu nie widziała dzisiaj Johnnego i nie wie coc się z nim dzieje.
Diana: A pisałaś do niego.
Miley: Tak, ale mi nie odpisuje.
Po pizzy ,postanowiłam że zrobię sobie spacer. Mama i Julia pojechały, a ja postanowiłam pójść na akademik do mojego chłopaka. Nie wiem co się z nim dzieje. Wiem tylko tyle że bardzo za nim tęsknie. Poszłam do jego pokoju i weszłam do środka przez otwarte drzwi.
Orlando: Hej Miley, nie widziałaś gdzieś Johnnego?
Miley: No właśnie nie. Myślałam że on tu jest.
Orlando: Nie wiem co się z nim stało.
Miley: No ja też nie.
Usiadłam na kanapie i zaczęłam płakać. Podszedł do mnie Orlando i zaczął mnie pocieszać. Później umówiliśmy się że jak Johnny da któremuś z nas jakie kol wiek znak życia od razu zadzwonimy do tej drugiej osoby. Później powoli poszłam do domu.  Jak weszłam, złapałam telefon i poszłam do swojego pokoju na górę.  W ręku ściskałam telefon. Miałam nadzieję że zaraz zadzwoni mój chłopak i wszystko się wyjaśni. Na mojej ręce odciskał się już przyciski boczne od telefonu. Nagle ktoś zadzwonił. Okazało się że była to tylko pomyłka. Siedziałam nadal w pokoju i czekałam. Nagle do pokoju wbiegła moja siostra. Okazało się że Rose ma jakiś wieści od Johnnego.
Miley: Ja chce do mojego Johnnego.
Julia: Jak chcesz to mogę cie zawieść do szpitala moim autem.
Miley: Dzięki siostro.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Ostatni dzień wakacji - Rozdział 17


Wakacje powoli dobiegają końca. W te wakacje naprawdę dużo się zmieniło. Jednak z niektórych zmian się cieszę. Rano do naszego domu przyszła Dani (dziewczyna mojego brata). Okazało się że Larry i Dani organizują u nas imprezę. Rodzice się na to zgodzili. Jednak po ich minach widziałam że ma ją co do tego wątpliwości. Nie dziwie im się. Rodzice postanowili że pójdą do babci Codiego, tak właściwie to teraz jest i moja babcia, jednak trudno jest mi do tego się przyzwyczaić. Pomagałam mojemu rodzeństwu to wszystko przyszykować. Nagle ktoś nie spodziewanie zadzwonił do drzwi. Oderwałam się od robienia ciastek z siostrą. Złapałam pierwszą lepszy ręczniczek do rąk i wytarłam ręce. Ku mojemu zaskoczeniu był to chłopak mojej siostry. Kiedy tylko moja siostra go zauważyła odebrała się od robienia ciastek i wskoczyła na ręce Viktorowi. Przez moją kochaną siostrzyczkę cała koszula Viktora była brudna od ciasta. Larry pożyczył jakąś czystą koszule Viktorowi, a ja z moją siostrą wróciłyśmy do robienia ciastek. Nagle ponownie ktoś zadzwonił do drzwi. Tym razem otworzyć poszedł mój brat. Nawet nie patrzałam kto szedł. Byłam zbyt zajęta ciastkami.
Larry: Miley!! Ktoś do Ciebie?
Miley: Kto? Przecież nikogo nie zapraszałam.
Matt: Jak nie chcesz się przekonać kto to, to się nie dowiesz.
Wyjrzałam z kuchni i zobaczyłam mojego przyjaciela. Szybko wytarłam ręce i poszłam do niego. To jest pierwszy raz jak go widzę odkąd mieszkam w Los Angeles. Matt jest moim naprawdę przyjacielem. Tylko jedna rzecz mnie w nim wkurza . Właściwie to nie w nim tylko w jego otoczeniu.  Były to takie dwie osoby, które mnie nie lubią. Tara i Sara dwie jego najlepsze przyjaciółki. Jednak Matt całkowicie się od nich różni.
Matt: Słyszałem o tym co się stało i bardzo Ci współczuje.
Miley: Nie ma czego. Już pozbierałam się i zaczęłam życie na nowo.
Matt: Aha, ja dopiero wróciłem z rodzicami z Florydy. O Matko, była to jakaś masakra.
Miley: Na pewno nie mogło być aż tak źle.
Matt: Tylko zobacz.
Powoli mi pokazywał zdjęcia. Rzeczywiście była to jakaś masakra. Później brat poszedł z nim porozmawiać, a ja zadzwoniłam do Jo.
Miley: Hejka kochanie, jakieś plany na wieczór?
Johnny: Żadnych.
Miley: A może chciał by pan towarzyszyć mi na imprezie.
Johnny: Z największą przyjemnością będę pani towarzyszyć.  
Miley: Dobra, przestańmy się wydurniać. Dzięki kochanie że przyjdziesz do nas na imprezę.
Johnny: Racja to trochę głupio brzmi. Nie ma problemu kotku. To, o której mam być?
Miley: Możesz przyjść o 19, cała impreza zaczyna się o 20 , ale przyjdź o 19.
Johnny: Będę o 19.
Miley: Do zobaczenia.
Johnny: Już odliczam minuty do naszego spotkania.
Poszłam się przebrać na górę, nagle ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. Szybko założyłam sukienkę i poszłam otworzyć. Na szczęście była to tylko moja siostra która chciała pożyczyć ode mnie sukienkę. Wzięła moją ulubioną z szafy i poszła. Za chwilę rozpuściłam włosy i pomalowałam się. Powoli zeszłam na dół i poszłam. Teraz tam na mnie czekał mój chłopak.
Johnny: Cześć cukiereczku. Jak ty ślicznie wyglądasz.
Miley: Dziękuje. Zbiegłam z schodów i skoczyłam w ramiona mojego chłopaka. Około 19. 30 zaczęli przychodzić goście. Impreza naprawdę się udała. Około północy poszłam na balkon bo zaczęło mi się lekko kręcić w głowie. Nikogo tam nie było. Stałam sama i patrzałam się na miasto.
Johnny: Co się dzieje Miley?
Miley: Boje się jutra.
Johnny: Ale czemu akurat jutra.
Miley: Jutro zaczynają się mój pierwszy rok studiów, troszkę się boje. Co się stanie jak mnie nikt tam nie polubi, albo coś.
Johnny: Ciebie nie da się nie lubić. Uwierz mi wszystko będzie dobrze. Poza tym jak będziesz miała   jakiś problem to możesz przyjść do mnie. Zawszę ci pomogę.
Przytulił mnie i spojrzał mi w oczy. Nagle na balkon przyszedł Matt.
Matt: Kto to?
Miley: Matt, przedstawiam ci mojego chłopaka Johnnego. Johnny to jest mój przyjaciel Matt.
Johnny: Hej. Mio mi cię poznać.
Matt: Ciebie też.
Miley: Kochanie przyniesiesz mi sok jabłkowy.
Johnny: Już idę.
Jo poszedł, a ja zostałam na balkonie z Mattem. W spojrzeniu Matta widzę że jest zakochany. Jednak mogłam się pomylić.
Matt: Miley, mam problem.
Miley: Zakochałeś się, w kim?
Matt: W Violetcie ,jednak  wątpię że ona jest we mnie zauroczona.
Miley: Jutro z nią porozmawiam, nie przejmuj się.
Matt poszedł. Johnny przyniósł mi sok. Później poszłam się bawić. Impreza naprawdę wyszła świetnie. Później szybko się umyłam i poszłam się przebrać w piżamę. Trzeba rano wstać około 10 więc musze naprawdę być wypoczęta.

niedziela, 31 marca 2013

Niema to jak rodzinka - Rozdział 16


Dzisiaj moi rodzice zorganizowali spotkanie. Na które akurat musieli zaprosić mojego chłopaka. Rano wstałam wcześniej i pomagałam mamie wszystko przyszykować. Na jakie szczęście, rodzice nie tylko zaprosili mojego chłopaka, ale i chłopaka Juli, dziewczynę Larrego i dziewczynę Codiego. To będzie pierwsze takie spotkanie od kąt jestem z Johnnym. Viktor i Dani już przywykli do tego jaka jest nasza rodzina. Wiedzą co się można po nich spodziewać. Ale mój Johnny i Patty nie wiedzą co można się po nich spodziewać. Szybko musiałam posprzątać mój pokój ,a później posprzątać  pokój mojego brata. Larry znowu pojechał na trening piłki nożnej. Jak skończyłam sprzątać poszłam się przebrać i spiąć włosy w kucyk. Około 16 do domu przyszli: Dani, Viktor i Patty. Brakowało tylko mojego Jo.  Nagle ktoś zapukał do drzwi. Moja siostra  poszła otworzyć. Był to mój chłopak.
Johnny: Hej. Mogę wejść?
Julia: Tak pewnie. Miley już na Ciebie czekała.
Johnny: Spoko.
Siedziałam wtedy na kanapie. Kiedy on mnie zobaczył podszedł do mnie i kucnął przy mnie.
Johnny: Hej słonko. Przepraszam że się spóźniłem…
Miley: Nic się nie stało., nie przejmuj się.
Johnny: Spóźniłem się bo chciałem Ci coś kupić.
Za pleców wyjął bukiet kwiatów i położył mi na kolana. Spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go. Później wyszeptałam mu na ucho „Dziękuje”. Mama wzięła ode mnie bukiet i włożyła go do wazonu z wodą i położyła na stole. Wszyscy zjedliśmy obiad. Później mama zaprosiła nas do salonu. Z szafy wyjęła album z zdjęciami mnie jak byłam mała. To samo zrobił Will. Mama usiadła koło Johnnego i zaczęła pokazywać mu moje zdjęcia jak byłam bardzo mała.
Miley: Mamo, tylko nie to.
Nie usłyszała mnie. Była zbyt zajęta zdjęciami.  W duchu modliłam się żeby tylko nie zaczęła opowiadać tych swoich historyjek. Typ „ Kiedy Miley była mała śpiewała piosenkę, a Larry rzucił w nią pluszowym misiem bo nie miał pomidora pod ręką” Ta historyjka została zmyślona, ale było wiele do niej podobnych. Już miałam podejść do mamy i wyrwać jej ten album, ale siostra mnie powstrzymała. Złapałam kawałek ciasta i poszłam do siebie do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zakryłam sobie twarz poduszką. Kiedy ściągnęłam poduszkę spojrzałam na zdjęcie które stało na moje komódce. Tak, to jest to zdjęcie z tatą. Pomyślałam „ Ciekawe czy jak by był tata tez pozwolił by mamie pokazywać moje żenujące zdjęcia”. Znając życie na pewno tak. Z powrotem zasłoniłem twarz poduszką. Nagle usłyszałam zamykanie drzwi. Ktoś wszedł do mojego pokoju. Nie wiedziałem kto. Nagle poczułam jak łóżko się zapada. Pewnie usiadł koło mnie.
Johnny: Słoneczko, ściągniesz poduszkę z buzi ?
Miley: Nie.
Johnny: Proszę, dla mnie.
 Miley: Nie.
Johnny: Misiaczku co się stało?
Miley: Jo. Przecież przed chwilą moja mama pokazała Ci moje żenujące zdjęcia. Teraz się powinieneś ze mnie śmiać i wytykać mnie palcami. Tak się zachował mój Alex.
Johnny: Nigdy bym tak nie zrobił. Za bardzo Cię kocham. Nigdy bym nie zachował się tak jak Alex, jak to prawda co mówi że tak się zachowywał to nie mógł czuć tego, co ja do Ciebie czuje, a teraz odsuń poduszkę od twarz. Chce zobaczyć twój piękny uśmiech.
Miley: Nie chcesz.
Johnny: Chce.
Dalej nie zdejmowałam poduszki z twarzy. Johnny nadal koło mnie czekał i czekał aż ściągnę poduszkę. Leżałam chyba tak pięć minut. Nagle zaczął mnie łaskotać. Puściłam poduszkę. Johnny złapał mnie za biodra i położył u siebie na kolanach.
Johnny: I właśnie o ten uśmiech mi chodziło.
Przytuliłam się do niego. Siedziałam tak u niego na kolanach wtulona. Naprawdę Johnny jest tym chłopakiem którego szukałam przez lata. Rozumiał mnie i pocieszał. Nie wyśmiewał się ze mnie tylko mnie wspierał.
Johnny: Byłaś uroczym dzieckiem jak byłaś mała.
Miley: Ta jasne.
Pocałował mnie w czoło. Nagle ktoś znowu wszedł do pokoju.
Larry: Siostrzyczko może zejdziesz na dół?
Miley: Na razie nie chce.
Larry: Na razie nie chcesz. No choć. Powiedziałem mamie że nie chcesz już więcej tych zdjęć.
Zeszłam powoli na dół. Usiadłam Johnnemu na kolanach. On objął mnie w tali i patrzał na to wszystko co się dzieje.  Później pomogłam mamie przyszykować podwieczorek. Wyszedł nam wręcz niesamowicie. Lody z bitą śmietana i podwójnie czekoladową polewą. Tak skończył się kolejny dzień. Kiedy zapadłą noc. Zeszłam na dół i wzięłam  album w którym są moje zdjęcia z dzieciństwa. Schowałam go do szafy. „ Tu będzie bezpieczny”.


sobota, 30 marca 2013

Ślub Mamy- Rozdział 15


I co nadszedł już czas na ślub mojej mamy. Już od samego rana Były przygotowania. To jest takie dziwne razem z moimi rodzicami pojechaliśmy na wyspę gdzie miał się odbyć ślub. To miała być niespodzianka dla mojej mamy i ojczyma. Razem z rodzeństwem postanowiliśmy sami zorganizować dla rodziców ślub.  To był mój pomysł żeby zrobić na wyspie.  Pojechałam tam wcześniej. Musiałam wszystkiego dopilnować. Około 10 przyjeżdżali goście. Mama przyjechała około 10. 30. Razem z siostrą pomagaliśmy mamie się przebrać w suknie ślubną . Później poszłam pomóc moim braciom w przyszykowaniu taty. Kiedy przyszykowanie się skończył sama musiałam się przyszykować. Ubrałam sukienkę i zrobiłam sobie lekki makijaż i poprawiłam fryzurę. 
Larry: A gdzie jest twój Johnny.
Miley: Ja…
Julia: Larry zostaw ją.
Larry: Zostaw ją.
Julia: Zostaw ją.
Miley: Dobra przestańcie już.
Larry i Julia: No dobra.
Miley: Jo przyjdzie wtedy kiedy będzie gotowy.
Larry: Dobra, ja idę do Dani.
Poszedł ,a ja czekałam na ja Jo. Po chwili przyszedł.
Miley: Ślicznie ci w tym garniturze.
Johnny: Dzięki. Tobie ślicznie w tej sukience. Wyglądasz przepięknie.
Miley: O dzięki.
Przytuliłam się do Johnnego i poszliśmy na ceremonie ślubną. Siedziałam koło mojego rodzeństwa i Jo.  Ślub był piękny, kilka łez mi poleciało z oczu, które Johnny otarł. Za chwile poszliśmy na weselę. Jakie to szczęście że było nie daleko. Bawili wszyscy się świetnie. Tak samo jak ja.
Johnny: Miley, chodź ze mną na chwilę.
Miley: Po co?
Johnny: No choć.
Złapał mnie za rękę i poszedł ze mną na plaże. Właśnie w tedy był zachód słońca. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie. W jego oczach widziałam coś takiego co mnie uszczęśliwiało. Chciałam być blisko niego.
Johnny: Miley, chce się Ciebie spytać czy nie chcesz ze mną chodzić.
Miley: Johnny wiesz…
Johnny: Jak nie chcesz powiedz zrozumiem.
Miley: Ja bardzo chcę z Tobą chodzić. Jednak nie jestem na to gotowa. Kocham Cię, ale nie wiem czy mogę z Tobą chodzić.
Johnny: Rozumiem to wszystko.
Pocałował mnie w usta i mocno przytulił.
Miley: Naprawdę?
Johnny: Tak.
Miley: Jak tak to chce, chce być z Tobą.
Pocałowałam Jo ponownie w usta i poszliśmy na salę. Złapałam Jo za rękę i zaczęliśmy tańczyć. Podczas tańca nie spuszczałam oczu z pięknych brązowych oczu Johnnego. Ten jego błysk w oku i ten jego uśmiech. Miały w sobie czar. Czar który z łatwością mnie uwiódł.
Diana: Córeczko choć porozmawiać.
Miley: Już idę.
Mama wzięła mnie na balkon.
Miley: Co się stało?
Diana: Chodzisz już z Johnnym?
Miley: Mamo, daruj sobie.
Diana: Odpowiedz mi.
Miley: Tak – wyszeptałam cicho pod nosem.
Diana: Powiedz głośniej.
Miley: Tak, tak chodzę z Jo.
Diana: Córeczko gratuluje.
Miley: Nie ma czego. My tylko jesteśmy parą.
Za chwilę wróciłam do Jo na salę. Nagle pościli wolną piosenkę. Mocno przytuliłam się do Jo. Wyszeptał mi na ucho „ Kocham Cię”. Ślub już dobiegał końca.
Miley: Dziękuje że ze mną przyszłość.
Johnny: Nie ma za co.
 Ponownie mnie pocałował w usta. Na noc rodzice zaprosili go do mnie. To był najcudowniejszy dzień w moim życiu i liczę że przy nim to każdy dzień będzie taki. Dla mojej mamy też był to wyjątkowy dzień. Johnny spał w moim pokoju.  Ja spałam u mojej siostry. Naprawdę ten dzień jest cudowny, a ślub wyszedł wręcz idealnie.

Tęskniłem za Tobą - Rozdział 14


Rano poszłam razem z moją mamą i siostrą na zakupy. Pomogłyśmy mamie wybrać suknie ślubną. Później mama szukała dla nas sukienki na wesele. Stałam jak mam pokazywała mi sukienki. Mama razem z Wiliamem postanowili że będziemy ubrani na niebiesko. Julce i Larremu to pasowało. W końcu to był ich ulubiony kolor. Mnie to nie przeszkadzało. Za to Cody bez przerwy mówił że on tego koloru nie lubi. On nie chce iść w niebieskim. W ogóle nie chce iść na ten ślub. Cały czas gadał i przeszkadzał. Za 3 dni mam być ważne wydarzenie dla naszych rodziców, a on chce to zepsuć. Kiedy wróciłyśmy mama dała rodzeństwu ubranie, a suknie schowała do mojego pokoju. Chciała zrobić Wiliamowi niespodziankę. Moja suknie schowałam do szafy.
Diana: To z kim idziesz na nasze wesele?
Miley: Nie wiem.
Diana: Może zaprosisz tego Johnnego?
Miley: Mamo. Nie widziałam go już miesiąc. Wątpię żeby się zgodził. Jak co do czego dojdzie to mogę iść sama.
Diana: Skoro Julia idzie z swoim chłopakiem, A Larry z dziewczyną. To ty też pójdziesz z jakiś chłopakiem.
Mama poszła, a ja siedziałam sama w pokoju i patrzałam się na moją sukienkę. Tak siedziałam i patrzałam się. Nagle wzięłam pamiętnik do rąk. Coś wypadło. Były to dziwie kartki na których pisałam zalety i wady Jo i Alexa. O jejku, przecież nie cały miesiąc temu byłam w nim zakochana po uszy ,a teraz boje się do niego zdzwonić. Dosyć tych lęków. Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Jo.
Johnny: Hallo?!
Miley: Cześć tu Miley. Mogli byśmy się dzisiaj spotkać.
Johnny: O Hej. Pewnie że możemy się dzisiaj spotkać. Przyjdę po ciebie tak za około 20 minut oki?
Miley: Pewnie. A może ja po Ciebie przyjdę.
Johnny: Miley. Powiem ci szczerze że teraz mam wakacje miesięczne, ale mam. Jestem u swoich rodziców w L.A. Więc lepiej ja po ciebie przyjdę.
Miley: Aha spoko.
Poszłam się przyszykować. Za niecałe 10 minut byłam już gotowa. Dokładnie jak w zegarku był Johnny. Zeszłam na dół i się z nim przywitałam. Później poszliśmy przejść się po parku.
Johnny: Dla czego chciałaś się ze mną spotkać ?
Miley: A co nie mogłam.
Johnny: Pewnie że mogłaś. Stęskniłem się za Tobą.
Miley: Ja za Tobą też.
Przytuliłam się do niego i pocałowałam go w policzek.
Miley: Mam pytanie…
Johnny: Co się stało słoneczko?
Miley: Poszedł byś ze mną na wesele moje mamy.
Johnny: Z największą przyjemnością.
Trzymałam przez większość drogi Jo za rękę.
Johnny: Pozbierałaś już po stracie Alexa?
Miley: Tak pozbierałem się już. Masz dziewczynę?
Johnny: Jak to by powiedzieć…
Miley: Masz?
Johnny: Nie, nie mam. Powiedziałem już raz że będę czekał na Ciebie.
Miley: Dalej jesteś we mnie zakochany?
Johnny: Oczywiście że tak.
Miley:  Jejku, jesteś najlepszym przyjacielem.
Później zaprosiłam Johnnego do siebie do domu. Pokazałam mu sukienkę. Umówiłam się że jutro pomogę mu wybrać garnitur. Jak się cieszę że się zgodził mi towarzyszyć.

piątek, 29 marca 2013

Czas wszystko zacząć na nowo- Rozdział 13


W końcu doszliśmy na imprezę. Z daleka ją było słychać. Kiedy weszliśmy usiadłam sobie przy stolę. Tym razem Johnny nie odstępował mnie na krok. Siedział koło mnie i bawił się ze mną. Nagle zobaczyłam mojego byłego chłopaka Alexa. Kiedy mnie zobaczył zaczął iść w moim kierunku. Szybko zerwałam się z miejsca i poszłam. Nawet nie wiem gdzie poszłam. Chciałam być jak najdalej od Alexa. Już wystarczająco mnie skrzywdził.
Johnny: Miley. Co się stało?
Miley: Tam jest Alex i mnie zauważył.
Nagle ktoś mnie złapał za ramię. W duszy modliłam się żeby to nie był Alex jednak jak się pomyliłam. Musiał to być niestety on. Zaczął się do mnie przytulać i całować mnie po policzkach.
Alex: Kochanie, jak dobrze że tu jesteś.
Miley: Cieszę się że tu jestem, ale nie cieszę się z tego że ty tu jesteś.
Alex: Kochanie, nie rozumiesz że Cię kocham.
Miley: Możesz mnie kochać i możesz mnie nie kochać. Dla mnie to już nic nie znaczy. Z nami koniec. Powiedziałam już swoje zdanie i go nie zmienię.
Alex: Kochanie, nawet nie udawaj że mnie nie kochasz.
Miley: Kiedyś jak byś mi to powiedział cieszyła bym się. Ale nie teraz. Z nami już koniec idź do tej swojej dziewczyny i daj mi święty spokój.
Alex: Zerwałem już z nią. Chce być tylko z Toba zrozum to.
Miley: Nie chce być z Tobą. Nie kocham Cię. Proszę zapomnij o mnie, tak jak ja zapomniałam o Tobie.
 Poszłam razem z Johnnym powrotem do stolika. Alex nie spuszczał ze mnie oka. Musiałam jakoś zrobić że przestała za mną chodzić  i patrzeć. Złapałam Jo za rękę i pocałowałam go namiętnie w usta. Łał, naprawdę strasznie to mi się spodobało. Kiedy ukrytkiem patrzałam na niego. Widziałam że pęka z zazdrości. O tak, o to mi chodziło. Kiedy skończyłam go całować. Podszedł do nas Orlando.
Orlando: Ale w wcale nie chodzicie ze sobą.
Miley: No nie chodzimy. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Przytuliłam się do Jo.
Orlando: Ja wam nie wieże. Wy jesteście parą.
Johnny: Nie, nie jesteśmy parą.
Orlando: To o co z tym wszystkim chodziło.
Johnny: Wyjaśnię Ci w pokoju.
Przytuliłam się do Johnnego.  Impreza skończyła się po północy. Johnny postanowił mnie odprowadzić.
Miley: Przepraszam za ten pocałunek.
Johnny: Nic się nie stało, było nawet przyjemnie.
Miley: Weź, mówisz tak żeby mnie pocieszyć.
Johnny: Nie naprawdę jesteś cudowna.
Miley: Jesteś kochany.
Johnny: Mam pytanie. Umówisz się ze mną na randkę?
Miley: Przepraszam, ale nie jestem gotowa na kolejnego chłopaka. Boje się że mnie znowu ktoś skrzywdzi.
Johnny: To na towarzyskie spotkanie.
Miley: Jak na towarzyskie spotkanie to z chęcią.
Weszłam po cichu do domu. Poszłam się wykąpać i położyłam się spać. Nagle ktoś wszedł do mojego pokoju.
Diana: Córeczko mogę z Tobą porozmawiać.
Miley: Tak, pewnie.
Diana: Właśnie wczoraj oświadczył mi się Wiliam. Nie wiem czy mam przyjąć oświadczyny.
Miley: Mamo jak go kochasz to przyjmij oświadczyny. 
Diana: Dzięki córeczko.
Wyszła z pokoju ,a ja poszłam spać. Już i tak byłam dość zmęczona.
Rano do mojego pokoju wbiegło całe rodzeństwo. Julia trzymała w ręku dzisiejszą gazetę. Zaczęła skakać mi po łóżku.
Julia: Wytłumacz się z tego.
Miley: Z czego? O co wam chodzi?
Larry: Julia daj jej tą gazetę bo nie wie o co chodzi.
Spojrzałam na gazetę. Był tam napis dużymi literami nowa dziewczyn a Deppa. Artykuł mnie nieźle zaszokował. Patrzałam się na niego i nie wiedziałam o co chodzi. Później wszystko wyjaśniłam mojemu rodzeństwu. Cody i Larry od razu mnie zrozumieli, a Julia patrzała na mnie trochę zdziwiona. Patrzałam się na artykuł i myślałam co mam zrobić.  Zadzwoniłam do Jo żeby przenieś spotkanie. Dzisiaj nie mogłam się spotkać. I co kolejni dziennikarze będą mieli artykuł. Muszę zostać przez pewien czas w domu, aż ta sprawa ucichnie. To jest takie dziwne przez jeden film został sławny i już o nim piszą w gazetach. Teraz czekają tylko na świeżą sprawę. Siedziałam w pokoju. Rano zrobiłam sobie jeszcze śniadanie. Nagle mam przyszła razem z Wiliamem do pokoju.
Diana: Córeczko razem z Wiliamem mamy dla Ciebie niespodziankę.
Miley: Jak niespodzianka, dla mnie.
Diana: Córeczko jako że zamieszka z nami Cody to mamy zamiar go dać do Twojego pokoju…
Wiliam: … Razem z Twoją mamą zrobiliśmy dla Ciebie nowy pokój.
Zasłonili mi oczy i poszliśmy powoli na wyższe piętro. Tam mama zabraniała nam chodzić. Na Pietrze z tego co wiem znajdował się tylko jeden pokój. Powoli prowadzili mnie po schodach. Szłam, a rodzice mnie powoli prowadzili.
Diana: Możesz ściągnąć.
 Powoli ściągnęli mi ręczniczek z głowy. Stałam w moim nowym pokoju.
Miley: Jest śliczny. Dziękuje.
Przytuliłam się do moich rodziców. Teraz wiem że mama ma zamiar zrobić wszędzie mały remont. Okazało się że Cody chciał mieć pokój w garażu,  ja mam pokój na poddaszu, a Julia chciała mieć niebieski pokój. Tylko Larremu podobał się jego pokój. Powoli mijały tygodnie. Nawet nie skap łam się że już minął miesiąc. W końcu sprawa ucichła. Wakacji jeszcze został mi miesiąc. A za niedługo moja mama bierze ślub. Jutro mamy w planach dokupywać z mamą rzeczy. Oby się wszystko jak  najszybciej udało kupić i zaplanować.

czwartek, 28 marca 2013

Prawdziwy przyjaciel- Rozdział 12


Ten tydzień był dla mnie trudny. Leżałam na łóżku i płakałam. Naprawdę ciężko mi było się pozbierać po stracie Alexa. Całe dnie spędzałam w łóżku i płakałam. To jest akie przykre. Chodził ze mną, a spotykał i całował się z inną. On jest naprawdę wredny. Znasz kogoś ponad 10 lat, a chodzisz z nim ponad rok, a tu nagle takie zachowanie. Nie dość tego. 
Julia: Miley, musisz wyjść do ludzi.
Miley: Zostaw mnie.
Julia: Nie możesz użalać się nad swoim życiem. Miley, musisz zacząć życie na nowo.
Miley: Zostaw mnie. Chce być sama.-Zasłoniłam się poduszką.
Julia: Chodź ubierz się i pójdziemy na miasto się przejść.
Miley: Nie chce. Chce zostać sama.
Julia: Nie. Już odśwież się, przebierz się i idziemy na miasto. Przecież całe życie nie możesz tu zostać. Życie nie kończy się tylko na rozstaniu. Trzeba iść na przód i nie patrzeć na złe chwile. Wstajesz i ubierasz się bez marudzenia.
Wyszłam z łóżka i poszłam się umyć. Siostra w tym czasie przygotowała mi ubranie. Z niechęcią się przebrałam. Siostra wzięłam mnie pod rękę i poszła ze mną na dół. Wszyscy siedzę na dole.
Diana: Jak miło Cię widzieć córeczko.
Zuzia: Hej.
Diana: Chcesz coś?
Zuzia: Chce mojego Alexa.
Zaczęłam płakać. Siostra mnie pocieszyła. Siedziała koło mnie na łóżku.
Julia: Siostrzyczko. Chodź idziemy na miasto.
Złapała mnie za rękę i poszłam z nią na miasto. Dalej było mi smutno. Gdy widziałam te wszystkie szczęśliwe pary, płakałam bo przypominałam sobie mnie i Alexa. Jeden głupi przypadek, a tyle zmienił w moim życiu.  Razem z siostrą poszliśmy do parku. Usiadłam na ławeczce i patrzałam na ludzi. W sumie to po minach ludzi też sugerowałam że mają problemy. Nagle ktoś mi zasłonił oczy.
Johnny: Zgadnij kto to?
Miley: Johnny zostaw mnie.
Johnny: Nie zostawię Cię. Nie chce by moja najlepsza przyjaciółka była smutna.
Miley: Zostaw mnie. Nie mam ochoty dzisiaj na rozmowę.
Johnny: Jak się nadal na mnie obrażasz to przepraszam. Nie chce żebyś się na mnie obrażała.
Miley: To nie o ciebie chodzi. Proszę zostaw mnie samą.
Johnny: Nie zostawię Cię do póki mi nie powiesz.
Miley: Alex mnie zdradzał. Zerwałam z nim. A teraz jest mi bardzo przykro. Bo za nim tęsknie.
Johnny: Jak on mógł zdradzać tak piękną i cudowną dziewczynę jak ty. Powiem ci że jak bym miał z Tobą chodzić. Dbał bym o Ciebie jak mało kto. Mówiąc szczerze gdybyśmy byli razem chciał bym sprawić byś była najszczęśliwszą osobą na świecie.
Miley: To było takie słodkie, ale jak na razie nie jestem gotowa na stały związek. Boje się że ktoś by mógł mnie znowu skrzywdzić.
Johnny: Poczekam, poczekam aż będziesz gotowa. Jak już będziesz gotowa to mi powiedz.
Przytuliłam się do niego mocno. To co mówią jest prawdą. „ Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Wynika z tego że Jo jest moim najlepszym przyjacielem i nie tylko. To jest takie dziwne znam Jo niecałe kilka miesięcy, a już mogę nazwać go najlepszym przyjacielem. Szczerze mówiąc to on jest naprawdę wyjątkowy mojemu sercu.  Teraz mi był potrzebny taki ktoś jak Jo. On jest moim szczęściem w życiu.
Johnny: Masz czas dzisiaj wieczorem.
Miley: No mam, a co?
Johnny: Są urodziny mojego kolegi. Chcesz iść ze mną na nie? Jak co to nie jest randka.
Miley: Z chęcią pójdę.
Wróciłam powrotem do domu. Zjadłam obiad i poszłam się przyszykować na górę.Ubrałam sukienkę którą dostałam od Wiliama. 
Larry: A ty co robisz?
Miley: Szykuje się, bo zostałam zaproszona na imprezę.
Larry: Czyli randka?
Miley: To nie jest randka. To tylko towarzyskie spotkanie.
Larry: Czyli randka.
Miley: Nie rozumiesz tego. Jak na razie nie jestem gotowa na nowego chłopaka. Więc to jest tylko towarzyskie spotkanie.
Larry: Miłej zabawy.
Miley: Dzięki braciszku.
Diana: Miley!! Ktoś do Ciebie.
Miley: Już schodzę.
Larry: Czekaj odprowadzę Cię na dół.
*** Oczami Johnnego ***
W końcu Miley zerwała z tym debilem. Tak, nie przepadałem za nim. Cieszę się że ona sama do tego doszła, a nie ja musiałem jej pokazywać to zdjęcie. Jakie szczęście że dała się zaprosić na spotkanie. Około 16 przyszedłem po nią. Jej mama ją zawołała i zaprosiła mnie do środka.
Cody: Kto ty?
Johnny: Przyjaciel Miley.
Cody: Podoba ci się?
Johnny: No trochę.
Cody: Co to znaczy trochę?
Johnny: Tak podoba mi się. A ty kto?
Cody: Jej brat przyrodni.
Johnny: Spoko.
Cody: Tylko jej nie spróbuj skrzywdzić. Zrozumiano. Nie chcę żeby ona płakała.
Johnny: Nawet nie mam zamiaru jej skrzywdzić.
*** Moimi oczami ***
 Zeszłam na dół. Popatrzałam jak mój brat rozmawia z moim przyjacielem.
Johnny: Jesteś piękna.
Miley: Dziękuje. No to idziemy?
Johnny: Tak, jasne.
Miley: Mamo, wychodzę nie wiem kiedy wrócę.
Diana: Tylko się nie zgub.
Miley: No dobra postaram się no to wychodzę.

środa, 27 marca 2013

Zerwanie- Rozdział 11


Już tydzień u Jo minął taki zwykły tydzień, a tyle mi namieszał w głowie. Tak naprawdę mi namieszał. Tak samo jak ten jeden zwykły dzień, a tyle się może zmienić. Ale dobra przejdę do początku. Więc…
Już od dwóch dni jestem w domu. Tak, nie umiem zasnąć i to mnie właśnie najbardziej dziwi. Nie wiem co mam zrobić. Siedzę w pokoju i myślę nad swoim życiem. Już grubo jest po  północy. Cieszyłam się że jutro, a tak właściwie dziś jest sobota. Od kąt Jo powiedział mi że mnie kocha czuje się jakoś dziwnie. Odzywałam się do niego tylko w koniecznych sprawach. Więc jak wróciłam do domu było strasznie głośno. Przez ten tydzień do domu zdążył się przeprowadzić chłopak mamy wraz z synem. Muszę do tego przywyknąć. Po cichu wyszłam z pokoju i zeszłam do salonu. Dom był ciemny i pusty. Tego mi było trzeba ciszy i spokoju. Siedziałam na kanapie i przeglądałam zdjęcia. Miło było sobie przypomnieć jak był tata i jak Ja, Julia i Larry byliśmy nie rozłączni. Po śmierci taty wszystko się zmieniło. Oczywiście Julia , ja i Larry dalej byliśmy nie rozłączni, ale z biegiem lat coraz mniej czasu spędzaliśmy z sobą.
Wiliam: Miley, co się dzieje?
Miley: Przepraszam nie chciałam pana obudzić.
Wiliam: Nie mów do mnie Pan, mów do mnie Will. Oki?
Miley: No dobra.
Rozmawiałam chyba godzinę z Willem. Nawet nie był taki zły jak się spodziewałam. Jest bardzo miły i troskliwy. Później poszłam na górę. Kiedy przechodziłam koło pokoju mojego brata usłyszałam tylko.
Julia: Żartujesz, jak on mógł jej to zrobić?
Larry: Nie, to było naprawdę. Sam to widziałem na oczy dzisiaj.
Julia: Oki?! Nie możemy jej to mówić załamie się.
Weszłam do pokoju. Byłam już tak zmęczona że od razu zasnęłam. Rano około 10 obudziła mnie. Zaczęła skakać po pokoju i piszczeć. Nie wiedziałam o co chodzi. Zmęczona przetarłam oczy i zapytałam się o co chodzi. Nie chciała mi powiedzieć. Zeszłam na dół. Mama zaskakująco miała dziś dobry humor. Najbardziej dziwiło mnie to że pierwszy raz śniadanie robił Wiliam i wyszło mu wręcz niesamowicie.  Później poszłam na górę i przebrałam się. Okazało się że Wiliam i mama postanowili nas wziąć na plażę na cały dzień. To wyjaśniało dobry humor Julki z rana. Przebrałam się w strój kąpielowy i poszłam z wszystkimi na plażę. Do swojej torby włożyłam książkę, aparat, kartkę i ołówki.  Tak usiadłam na kocu i patrzałam jak wszyscy się dobrze bawią. Na uszy założyłam słuchawki i słuchałam muzyki. Mama kazała mi się iść przejść z siostrą i braćmi.  Kiedy tak chodziliśmy po plaży zauważyłam przy budce z lodami mojego chłopaka Ala. Chciałam podbiec do niego i przywitać się z nim. Nagle podeszła do niego jakaś dziewczyna. Zaczęli się całować. Kiedy tylko to zobaczyłam wyrwałam z rąk mojej kuzynki koktajl i wzięłam go do rąk. Podeszłam do niego.
Miley: Z nami koniec.
Wylałam mu cały koktajl na głowę.
Alex: Kochanie ja Ci to wszystko wyjaśnię.
Miley: Tu nie ma nic do wyjaśniania. Z nami koniec.
Pobiegłam powrotem na koc. Jedną ręką ocierałam, a drugą zasłaniałam twarz. Nie chciałam żeby ktoś widział że płacze. Kiedy Julia wróciła próbowała mnie pocieszyć, jednak jakoś je to nie wychodziło. Chodziłam z zdrajcą powtarzałam sobie w duchu. Nagle zadzwonił mój telefon.  Był to ten Alex. Odrzuć. Nie miałam ochoty z nim teraz gadać. Może chce mnie jeszcze bardziej dobić, albo zranić. Nie, powiedziałam dość. Nie chce go więcej widzieć. Nie wiem czy mu kiedyś wybaczę. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Kiedy wróciłam. Usiadłam na łóżku i płakałam. Nadal. Później leżałam tak w łóżku chyba z 3- 4 dni. Nie umiałam się  pozbierać po stracie mojego najukochańszego Ala.

poniedziałek, 25 marca 2013

Kocham Cię - Rozdział 10


Rano wstałam. Dziwnym przypadkiem leżałam u Johnnego na łóżku, a jego nigdzie nie było. Leżałam tak i patrzałam się w sufit. Później wstałam i poszłam do kuchni. Na stole zauważyłam stertę naleśników. Były jeszcze ciepłe. Przy naleśnikach leżała mała karteczka którą wzięłam do rąk. Okazało się że Jo razem z Orlando poszli na studia. To było trochę dziwne on jest tylko ode mnie o rok starszy, a musi chodzić bez przerwy na studia , a ja mam wakacje. Dobra jak na razie muszę przestać o tym myśleć.  Zjadłam naleśniki, a później wzięłam się za sprzątanie. Musiałam jakoś się odwdzięczyć za przyjęcie mnie do siebie. Posprzątałam i cały pokój, a później przebrałam się. Za około godzinę do pokoju wróci Jo.
Johnny: Łał, takiego porządku jeszcze tu nigdy nie było.
Miley: Chciałem się jakoś odwdzięczyć za ugoszczenie mnie.
Johnny: Nie musiałaś.
Miley: Ale chciałem.
Przytuliłam się do Johnnego.
Johnny: To dzisiaj aktualna dyskoteka?
Miley: Oczywiście że tak. Przecież od wczoraj do mnie nikt nie dzwonił.
Johnny: No raczej. Głupi ja.
Miley: Nie jesteś głupi. Jesteś kochany.
Przytuliłam się do niego. On mnie objął i spojrzał mi głęboko w oczy. Nagle do pokoju przyszedł jego przyjaciel.
Orlando: Powiedziałeś jej, w końcu.
Miley: Co mi miałeś powiedzieć?
Johnny: Nic, nic. Orlando pomylił sobie pokoje. Prawda.
Orlando: Tak, tak pomyliłem sobie pokoje. Sorry.
Wyszedł, a Johnny zaczął coś szukać w torbie. Kiedy już znalazł trzymał coś za plecami.
Johnny: Skoro idziesz ze mną na dyskotekę mam dla Ciebie taki mały drobiazg.
Za pleców wyjął sukienkę. Była śliczna. Podał mi ją do rąk. Z wrażenia usiadłam. Powoli zaczęłam jeździć ręką.
Miley: Jejku, jeszcze nigdy chłopak nie kupił mi sukienki.
Johnny: Jak Ci się nie podoba tomowe zwrócić.
Miley: Ty żartujesz? Jest świetna. Dziękuje.
Rzuciłam się mu na szyje i zacząłem go całować po policzkach. Później poszłam przymierzyć sukienkę chyba z godzinę przeglądałam się w lusterku. Leżała świetnie. Później zaczęłam się szykować na dyskotekę. Jakie szczęście że do torebki wrzuciłam nie zbędne rzeczy. Teraz wystarczy się uczesać, pomalować. Już. Skromnie mówiąc wyglądam świetnie. Chłopaki czekali na mnie. Tak, Orlando też czekał. Oni już byli przyszykowani. Wyszłam.
Orlando: Wygląda świetnie.
Johnny: Masz racje. Ona jest piękna. Już nie dziwie się czemu za nią każdy chłopak się ogląda.
Miley: Sorry, że tak długo musieliście czekać.
Orlando: Ależ nic się nie stało. Tak, a pro po mogę sobie zarezerwować choć jeden wolny taniec.
Miley: Zobaczy się.
Szliśmy w kierunki plaży, na szczęście plaża jest nie daleko naszego akademika. Patrzałam się na Johnnego.  Och, plaża jest pięknie zorganizowana. Strasznie mi się ona podobała. Chłopaki się postarali. Później na plaże przychodziło coraz więcej ludzi. Wszyscy się na mnie patrzeli z dziwieniem. Od czasu do czasu słyszałam „ Kim jest ta dziewczyna?” lub „ Czy tamta laska jest wolna?” Było to trochę nie przyjemne. Siedziałam przy stole i czekałam na Jo który chodził po wszystkich znajomych i opowiadał im przeróżne rzeczy. Siedziałam tak sama i patrzałam się na ludzi którzy bez przerwy się bawili, albo śmiali. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.
Johnny: Zgadnij kto to?
Miley: No nie wiem. Może Johnny.
Johnny: A ty co jasnowidz czy co?
Miley: Nie po prostu umiem rozpoznać twój głos.
Johnny: …
Miley: I masz charakterystyczny zapach perfum.
Johnny: To może lepiej je zmienię.
Miley: Nie, są świetne. Strasznie mi się podobają.
Johnny: Czemu jesteś smutna?
Miley: Bo siedzę tu od dłuższego czasu sama.
Jo wziął mnie na ręce i niósł mnie w kierunku wody. Później złapał mnie za rękę i szedł tak ze mną brzegiem plaży. Fale delikatnie obmywały nam stopy. Cały czas widziałam że Johnny chce mi coś powiedzieć ale się bał.
Johnny: Masz śliczne oczy.
Miley: Johnny. Co się dzieje?
Johnny: Nie wiem jak Ci to powiedzieć…
Miley: Mów śmiało. Powiedz co się dzieje.
Johnny: Miley, obiecaj mi tylko jedno. Że jak Ci to powiem nie będziesz się ze mnie śmiała, ani nic.
Miley: Obiecuje. Powiedz co się stało?
Johnny: Strasznie mi się podobasz. W ogóle jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Kocham Cię, dla Ciebie mógł bym nawet w ogień skoczyć. Zrozum to że cię kocham.
Miley: Łał, nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie.
Johnny: Miley wiem że to jest zaskakujące. Ale Miley moje uczucie do Ciebie jest bardzo silne.
Miley: Muszę się zastanowić.
Później zostałam na imprezie do końca. Pod koniec poszłam z Jo i Orlando do akademika. Przez całą drogę nie odzywałam się do Jo. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Ale w końcu czułam do Jo to samo.  Siedziałam i patrzałam się na Jo jak kład się spać.
Orlando: Czemu nie odzywasz się do Jo?
Miley: Nie wiem jak ci to wyjaśnić.
Orlando: Powiedział Ci że Cię kocha.
Miley: Tak
Orlando: I co?
Miley: Mogę być z Tobą szczera?
Orlando: Pewnie że tak.
Miley: Jestem również zakochana w Johnnym. Tylko boje się wyjść z strefy przyjaźni.
Orlando: No wiem, nie jest łatwo wyjść z strefy przyjaźni.
Miley: Jest jeszcze mała przeszkoda.
Orlando: Jak?
Miley: Mój chłopak.

sobota, 23 marca 2013

Moja bratnia dusza - Rozdział 9


Jakie szczęście że Johnny zgodził się mnie przyjąć na ten czas. Muszę sobie wszystko poukładać. Jednak trudno do mnie dociera ta wiadomość że moja mama znowu chodzi na randki.  Roche jest mi to trudno zrozumieć, ale oki. Usiadłam koło Johnnego na kanapie. Po 5 minutach przyszedł do nas jego najlepszy przyjaciel z którym mieszkał. Dosłownie przeleciała przez cały dom. Był tu chyba dokładnie z zegarkiem w ręku 4 minuty. Nawet mnie nie zauważył. Wyszedł , a ja opowiedziałam Johnnemu całą sytuacje. Naprawdę potrzebowałam teraz jego porady. Wytłumaczył mi to wszystko i co o tym sądzi. On jest naprawdę wyjątkowy. Rozumiał mój ból i pomógł mi go rozwiązać. Chciała bym się mu jakoś odwdzięczyć, ale jak. Nagle zapanowała cisza. Słychać był tylko bicie naszych serc. Chciałam przerwać tą cisze ,ale ktoś mnie wyprzedził.
Johnny: Miley, mogła być uczynić mi ten zaszczyt i pójść ze mną jutro na dyskotekę na plaży.
Miley: Z największą przyjemnością.
Przyda mi się pójść i odpocząć od rzeczywistości. Na szczęście  że jest przy mnie taka osoba jak Jo. Popatrzałam się na niego. Po chwili przyszedł do nas Orlando. Usiadła na kanapie i patrzał się na Johnnego. Później na chwile wyszli. Patrzałam się na nich. Za nie długo wyszli.
Johnny: Jesteś głodna?
Miley: No troszeczkę.
Orlando: Ja jestem.
Johnny: Ciebie się nikt nie pytał. Dobra Orlando robimy zrzutkę na pizzę.
Orlando: Czyli każdy się  daje swoją działkę?
Johnny: Nie, ja zapłacę za Miley.
Chłopaki zamówili pizzę, a ja poszłam się umyć. Na szczęście do torby włożyłam moja ulubioną piżamę . Kiedy wróciłam z kąpieli czekała na mnie gorąca i świeża pizza. Była to moja obiadokolacja. Ta pizza była naprawdę pyszna. Chłopaki postanowili włączyć sobie film. Przez cały film siedziałam u Johnnego na kolanach i wtulona do niego. Patrzałam się na niego błagalnym spojrzeniem. Czułam że Johnny i ja pasujemy do siebie idealnie, ale jednak nie wiem czy on czuje to samo.  Chciałam żeby tak było.
Johnny: Miley masz wybór, albo będziesz spała ze mną, albo z Orlando.
Miley: Jak co mogę spać na ziemi.
Johnny: O nie, nie pozwolę Ci spać na ziemi.
Miley: Ale mi to nie przeszkadza.
Johnny: Dobra jak chcesz.
Rozłożyli mi wygodne posłanie na ziemi. Położyłam się i zasnęłam.
*** Oczami Johnnego ***
Z samego rana przygotowałem Miley śniadanie. Tak słodko Spałą na ziemi. Powoli i ostrożnie wziąłem ją na ręce i położyłam ją do łóżka. Ostrożnie przykryłem ją kołdrą nie chciałem jej obudzić.
Orlando: I co powiedziałeś jej?
Johnny: Nie jeszcze nie. I mów ciszej bo ją jeszcze obudzisz.
Orlando: Miley! Johnny Cię kocha.
Zakryłem mu twarz rękę i spojrzałem mu prosto oczy.
Johnny: Jak będzie czas to jej powiem.
Orlando: Gościu. Nie widziałeś ilu się już studentów na nią ślini. Słuchaj, ona jest niezłą laską. Jak Al z nią zerwie to każdy będzie do niej startować. Zrozum to.
Johnny: Masz racje. Dzisiaj na dyskotece jej to powiem.
  


piątek, 22 marca 2013

Nie chce zmiań- Rozdział 8


Zrobiłam sobie szczerą rozmowę z Larrym . Później zostałam sama w pokoju. Kompletnie nikogo koło mnie nie było. Z teczki wyjęłam dwie kartki. Postanowiłam że zrobię listę zalet i wad Johnnego i Alexa. Siedziałam na łóżku z dwoma kartkami papieru. Patrzałam się i myślałam nad tym co mam dalej zrobić. Julia śmiała się że mam podwójną wpadkę randkową i miała racje . To mój pierwszy raz kiedy tak miałam. Siedziałam na łóżku i w głowie miałam słowa które cały czas mówił i  Johnny i Alex. „ Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze. Kocham Cię”, a Alex jeszcze jak nie chodziliśmy mówił „ Jesteś moją muzą, moją inspiracją na kolejny dzień. Kocham Cię i nie pozwolę by ktoś Cię skrzywdził”. To jest niesprawiedliwe że oni SA dla mnie ideałami. Co mam zrobić? Kocham Alexa, ale również kocham Deppa. Boje się że jak powiem Johnnemu że mi się podoba, to przyjaźń zniknie  i będę tylko pośmiewiskiem jego i jego znajomych. Trudno muszę w końcu wybrać, albo Al albo Jo. Zdawałam sobie tylko jedno pytanie. Dlaczego, dlaczego oni muszą być dla mnie tacy idealni. Przytuliłam się do mojej poduszki i patrzałam się na kartkę. Patrzałam się i myślałam którego wybrać. Mimo że już podjęłam decyzję, ale teraz zrobiłam sobie przemyślenie i mętlik.
Diana: Jeszcze nie śpisz?
Miley: Nie umiem zasnąć.
Diana: Córeczko , co się dzieje?
Miley: Czemu musi zawszę mi się coś dziać.
Diana: Nie zawszę Ci się coś dzieję, jednak to widać po Tobie.
Miley: I tym razem masz racje. Mam problem i nie umiem sobie z nim poradzić.
Diana: Powiedz, co się dzieje,
Miley: Ty i tak tego nie zrozumiesz, muszę najpierw sama się w tym wszystkim połapać. To jest dla mnie tak skąp likowane. Jak będę potrzebowała porady, to przyjdę do Ciebie.
Diana: Pamiętaj. Chce wszystko dla waszego dobra. A tak a pro po. Nie wchodzić jutro nigdzie na obiad. Będziemy mieli gościa.
Wyszłam z mojego pokoju zamykając i gasząc mi światło. Jednym ruchem ręki schowałam kartki do pamiętnika. Jutro postaram się wszystko poukładać. Wiem że to nie będzie łatwe, jednak w końcu musze to zrobić. Leżałam na łóżku i patrzałam się na sufit. Cały czas myślałam na tym co mam zrobić. Nic nie pomagało mi zasnąć, liczyłam owieczki, ale to też nic nie pomagało.  Wzięłam  telefon i myślałam do kogo zadzwonić. Może do Alexa, ale on już na pewno śpi. Tak samo jak Ashley. Przeglądając dwa razy listę  został mi tylko Johnny. Niema to jak zadzwonić do człowieka przez którego zaczął się ten mętlik. Ale trudno, muszę się komuś wygadać. Zadzwoniłam do Johnnego. Jest sygnał, już miałam się wyłączyć , ale on się odezwał.
Johnny: Hallo!? Miley co się dzieje?
Miley: Nie umiem zasnąć. Muszę z kimś pogadać.
Johnny: Ja też nie mogę zasnąć
Miley: Czyli znasz mój ból.
Johnny: No znam. Co teraz robisz?
Miley: Leże i myślę. O tym że kiedyś przyjedzie do mnie książę z bajki. A ty?
Johnny: Spaceruje i myślę.
Miley: O czym myślisz?
Johnny. O … Pięknym księżycu i o tym jak bardzo za Tobą tęsknie.
Miley: Ja za Tobą również tęsknie.
Rozmawiałem z nim chyba 2 godziny, jak by nie więcej. Zresztą sama nie wiem. Po rozmowie z Deppem szybko zasnęłam. Tego mi było potrzeba.
W końcu nastał ranek. Przebrałam się i poszłam  na akademik. W końcu mogę się spotkać z Johnnym. Dzisiaj jest dzień otwarty dla nowych rekrutów. Czyli w tym przypadku dla mnie. Rano zjadłam śniadanie, a mama  około 9.odwiosła mnie na miejsce.
Diana: Pamiętaj wróć na 15.
Miley: Dobrze mamo. Wrócę na 15 obiecuje.
Diana: Mam nadzieję. A teraz uważaj?
Miley: Uważać, na co?
Mama odjechała, a ja nie wiedziałam na co mam uważać, ale w końcu się domyśliłam. Miałam uważać na Alexa który mnie wziął na ręce i niósł mnie do wejścia. Cały on. Przy wejściu stał Johnny. Rzuciłam się mu na rękę i patrzałam się w te jego brązowe oczy. Okazało się że każdy ma podział na grupy. Niestety ja i Al nie jesteśmy razem. Każda grupa ma swojego opiekuna. Moim opiekunem był Johnny. Szłam koło niego i uważnie słuchałam co mówi do nas. On cały czas patrzał się w moje oczy. Po 20 minutach Johnny zrobił przerwę na pójście do łazienki i na zjedzenie czegoś. Stałam naprzeciwko Jo i cały czas patrzała się w moje oczy. Jednak Johnny ma ten swój czar. Po 5 minutach rozmowy musiałam iść do łazienki
*** Oczami Johnnego ***
Miley poszła do łazienki, a do mnie podszedł najlepszy przyjaciel.
Orlando: To jest ta leska która Ci się podoba?
Johnny: Ciszej, jeszcze usłyszy.
Orlando: Jeszcze jej tego nie powiedziałeś? Gościu zlituj się.
Johnny: Ona ma chłopaka, zresztą na pewno na takiego gościa jak ja nawet by nie spojrzała.
Orlando: Nawet tak nie mów. Nie wiesz co ona o Tobie sądzi. Spokojnie, rozumiesz?
Johnny: No spoko.
Orlando: Więc jutro impreza. Masz już parę?
Johnny: Kompletnie zapomniałem. Ale nie przejmuj się na pewno przyjdę. Może zaproszę Miley.
Orlando: No i bardzo dobrze, w końcu musisz zrobić ten pierwszy krok.
Johnny: No dobra, teraz idź .
Orlando: Po co?
Johnny: Chce z nią pogadać, sam na sam.
Orlando: No dobra idę.
Poszedł, nadal siedziałem i czekałem na Miley. Kiedy tak czekałem zobaczyłem chłopaka Miley i Sarę. Całowali się, a jemu najwyraźniej sprawiało to przyjemność. Jak on tak może? Co ona mu zrobiła? Nigdy w życiu nie mógł bym pozwolić na skrzywdzenie tak pięknej istoty jaką jest Miley. Podeszłem ukradkiem i zrobiłam mu zdjęcie. W końcu będę miał potwierdzenie że Al zdradza Miley. Wystarczy jeszcze tylko żeby Miley z nim zerwała i będę mógł działać. Ale nie mogę jej tego zrobić. Nie chcę ją skrzywdzić. Za bardzo ją kocham.
*** Moimi oczami ***
Wyszłam z toalety i poszłam do Johnnego. Miał jakąś dziwną minę. Pytałam się „ Co się dzieje?” Ale mi nie odpowiadał. Widziałam że stało się coś strasznego. Patrzałam się na Deppa i uśmiechałam się. Chciałam w końcu mu powiedzieć że mi się podoba, ale jednak się bałam. Nie chciałam ranić Alexa w końcu z nim jestem, ale od dłuższego czasu Al zachowuje się jakoś dziwnie. Kiedy wszystko się skończyło. Johnny odprowadził mnie do domu. Pożegnałam się z nim. Później poszłam do pokoju się przebrać. Złapałam sukienkę którą mama mi przygotowała. Później zeszłam na dół i pomagałam mamie i Juli przygotować obiad. Larrego nie było w domu. Pewnie miał jeszcze trening piłki nożnej. Więc jak wróci będzie zmęczony. Poszłam do jego pokoju i przyszykowałam mu ubranie. Za 10 minut był już w domu. Szybko się przebrał i zeszedł na dół. Nagle ktoś zapukał. Mama poszła otworzyć. Myśmy wszyscy czekali w salonie.
Diana: Kochani, chciałam wam przedstawić. Mężczyznę z  którym się umawiam i jego syna.
Wiliam: Cześć dzieciaki. To jest mój syn Cody.
Ten chłopak był nie wiele starszy o Juli. Julia i Larry poszli się przywitać, a ja nie.
Miley: Mamo obiecałaś że nie będziesz się starała zastąpić taty.
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się. Usiadłam na łóżku. Do torby schowałam  kilka ubrań , sukienkę i mój pamiętnik no i oczywiście bieliznę. Schowałam również trochę kosmetyków i wiele różnych rzeczy. Nie do wiary jak pojemna jest damska torba. Mama podbiegła do mnie na górę i próbowała mnie przekonać razem z moim bratem. Wiedziałam że kiedyś to się stanie i będę musiała mieć ojczyma, ale nie chciałam. Może kiedyś się do niego przekonam, ale nie teraz. Później zeszli na dół, a ja razem z nim. Nawet nie zauważyli że mam przy sobie torbę. Jak tylko zeszłam na dół uciekłam z domu. Po drodze zadzwoniłam jeszcze do Deppa. Spytałam się czy nie mogę się u niego zatrzymać na pewien czas, zgodził się . Z czego się bardzo ucieszyłam. Musze na razie przywyknąć do tego że mam się umawia z kimś na randki.

środa, 20 marca 2013

Potrzebuje pomocy- Rozdział 7


Cieszę się że koło mnie jest Ashley. Ona naprawdę najesz najlepszą przyjaciółką na świecie. Lepszej nie można mieć. Może czasami się kłócimy, ale po pięciu minutach zaczynam płakać i rzucamy się sobie w ramiona i przepraszamy się nawzajem. Nie umiemy żyć bez siebie. Wróciłam do domu przebrałam się w piżamę i zeszłam na dół. Larry zorganizowała nam wieczór filmowy. Wypożyczył nam „Straszny film 3”. Według mnie i Julii to nie było straszne, to było śmieszne. Właśnie miał włączać kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Julia: Kto to może być?
Larry: No, ja nie wiem…
Miley: Dobra co wy knujecie?
Larry: Otwórz drzwi to się przekonasz.
Odłożyłam popcorn na kolana siostry i wstałam z niechęcią z kanapy. Podeszłam do drzwi. Otworzyłam. W drzwiach stał mój kochany Johnny. Stał oparty o framugę drzwi i patrzał się mi prosto w oczy.
Johnny: Hej mała! Co tam u Ciebie?
Miley: Johnny. Co ty tutaj robisz?
Johnny: Twoje rodzeństwo zaprosiło mnie na noc.
Przytuliłam się do niego i zaprosiłam go do środka. Wzięłam od niego torbę i usiadłam koło niego na kanapie. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
Larry: Miley idź otwórz.
Miley: Czemu ja?
Larry: Bo jesteś najmłodsza.
Miley: Ja nie mogę. Sam wstań i idź otwórz.
Larry: Miley otwórz drzwi.
Miley: No dobra.
Wstałam i poszłam ponownie otworzyć drzwi. Tym razem był tam Alex i Casidi.  Młodsze siostra Alex wbiegła do domu, a ja przywitałam się z moim chłopakiem. Okazało się że i ich moje kochane rodzeństwo zaprosiło. Usiadłam koło Johnnego i Alego na kanapie. Trzymałam miskę popcornu. Jak film już leciała , złapałam moją siostrę za rękę i poszłam z nią do kuchni.
Miley: Czemu to zrobiliście?
Julia: My nic nie zrobiliśmy.
Miley: Zaprosiliście mojego chłopaka i mojego przyjaciela. I to przyjaciela od serca.
Julia: Musisz się w końcu zdecydować. Albo jesteś z Alexem, albo z Johnnym.
Miley: Zrozum to. Jestem z Alem, nigdy nie będę z Johnnym. On jest w moim stylu.
Julia: Przecież widzę że Ci się podoba.
Miley: Porozmawiamy o tym później.
Z powrotem wróciliśmy na kanapą. Akurat kiedy przyszłam musiało dla mnie zabraknąć miejsca. Postanowiłam że usiądę komuś na kolanach. Usiadłam Johnnemu . Byłam ciekawa czy Alex będzie zazdrosny. Jo nie przeszkadzało to że siedzę u niego na kolanach. Nawet mnie objął w tali. Położyłam się na jego ramieniu i patrzałam się na film. Później przygotowałam chłopaką łóżka na dole. Skończyłam sprzątać pokój i zaprosiłam ich do pokoju. Julia postanowiła odstąpić im na dziś swój pokój i poszła do mnie spać. Usiadłam na łóżku, a moja siostra spojrzał mi w oczy.
Julia: I co podoba Ci się Johnny?
Miley: No troszeczeczkę, ale nie chce zrywać z Alexem. Kocham Alexa, a Johnny i ja to tylko przyjaciele i nie chce zniszczyć tej przyjaźni.
Julia: Rozumiem.
Przytuliłam się do niej i położyłam się spać. Jutro idę z Johnnym odebrać moje wyniki czy zdałam na studia. Julia spała na moim łóżku, a ja spałam na materacu. Około 12 Julia już spała, a ja nie umiałam zasnąć. Poszłam się przejść po domu. Nagle na dole zauważyłam kogoś. Na kanapie siedział Johnny. W ręku trzymał ramkę z zdjęciem.
Miley: Na co tak paczysz?
Johnny: Co? A nic, patrzę się na Twoje zdjęcie. Kto to jest ten pan?
Miley: To mój tata , jeszcze jak żył.
Johnny: Tęsknisz za nim?
Miley: I to bardzo.
Johnny przytulił mnie. Pachniał tak fajnie. Później poszłam do kuchni i zrobiłam nam kubek mojego specjału.. Było to podwójnie słodkie, podwójnie szalone, podwójnie czekoladowe kakao. Moje rodzeństwo kochało jak to robiłam. Poszłam z Johnnym na balkon i piliśmy kakao.
Johnny: Jak tak patrzę na gwiazdy widzę ciebie.
Miley: A to dla czego?
Johnny: Bo masz taki błysk w oku który przypomina mi gwiazdy.
Miley: Łał, nawet mój Alex nie mówił mi takiego komplementu.
Johnny: Bo on w połowie nie umie docenić tego jak ty jesteś piękna.
Uśmiechnęłam się do niego. Później wróciłam do pokoju położyłam się w łóżku i zasnęłam. Z rana obudziły mnie moje psiaki. Czyli Pucio i Pumpernikiel. One zawszę się ścigają kto mnie pierwszy obudził. Tym razem był to Pucio. Wstałam rano i poszłam na dół na śniadanie. Mój kochany brat zrobił swoje najlepsze naleśniki. Tylko on umiał takie robić. Później szybko się przebrałam i przyszykowałam się do wyjścia.
Johnny: No to idziemy?
Miley: Pewnie.
Szłam z nim w stronę akademiku. Strasznie się bałam. Przez całą drogę zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam że zapisałam się do akademii. Johnny widziała że jestem trochę zlękniona złapał mnie za rękę i wyszeptał mi do ucha „ Nie przejmuj się , kocham Cię”. To było trochę dziwne. Johnny wiedział że jestem z Alexem, ale jednak on dalej nie przestawał być przy mnie. W końcu doszliśmy do akademika.
Johnny: Pójść z Tobą zobaczyć wyniki?
Miley: Jak być mógł.
Johnny: Wszystko będzie dobrze, nie przejmuj się.
Szliśmy w stronę wyników, na tablicy wisiały wyniki. Bałam się spojrzeć na tablicę. Johnny spojrzał za mnie.
Miley: I co?
Johnny: Dostałaś się.
Miley: Jak cudownie.
Rzuciłam się mu na szyję i pocałowałam go w policzek. Później musiał iść na akademik po za pół godziny miał zajęcia. Później patrzałam się na listę kandydatów. Tak to prawda dostałam się, a razem ze mną moja siostra i mój chłopak.
Sara: Dalej sądzisz że nie kochasz naszego Johnnego.
Miley: Ty nie rozumiesz, ja mam chłopaka. Johnny i ja to tylko przyjaciele.
Sara: To w takim razie jak masz chłopaka to gdzie on jest.
Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i mnie przytulił. Tak był to Alex,  jak dobrze że on się wtedy pojawił.
Alex:  Siemka, skarbie. Co tam?
Miley: Cześć kociak.
Pocałowałam go namiętnie w usta i powrotem wróciłam do jego objęć. Tak tego mi teraz brakowało.
Alex: Dostałem się, kochanie razem będziemy studiować.
Miley: No wiem, tez się cieszę. Będziemy razem studiować. To jest takie piękne.
Alex poszedł, a ja zostałam razem z Sarą przed tablicą wyników. Spojrzałam  na Sarę która zrobiła złośliwą minę.
Miley: Dalej mi nie wierzysz że mam chłopaka?
Sara: To nie sprawiedliwe.
Poszłam się przejść. Później wróciłam do domu. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na okno. Podszedł do mnie Larry. Usiadł koło mnie na kanapie i spojrzał mi w oczy. Chyba wiedział że coś jest nie tak.

wtorek, 19 marca 2013

Ostatni egzamin - Rozdział 6


Larry: Kochana siostrzyczko , mów  co się dzieje…
Byłam tak trochę zdezorientowana. Nie wiedziałam co się dzieje. Siedziałam na łóżku i patrzałam się na brata. On złapał mnie za rękę i patrzał się mi prosto w oczy. Od początku on wiedział co mi jest, rozumiał mnie bez słów. Nigdy nie Musiałąm mu mówić o moich problemach. Usiadł koło mnie i patrzał się na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Siedziałam tak na łóżku i ściskałam mój pamiętnik.
Larry: Powiedz, co się dzieje?
Miley: Nic mi się nie dzieje.
Larry: Powiedz, wiesz że mi możesz zaufać.
Miley: No wiem, ale naprawdę mówię Ci że mi nic się nadzieję.
Larry: Wybrałeś już chłopaka?
Miley: Tak, wybrałam Alex.
Larry: Aha. Już przez pół roku, albo i dłużej dobija mnie to że mój najlepszy przyjaciel chodzi z moją najmłodszą siostrzyczką.
Zaczęliśmy się śmiać. Jednak to prawda. Gdyby nie mój brat nie poznała bym Alego. Poznawaliśmy się od dzieciństwa. Później wyszedł, a ja zaczęłam myśleć czy na pewno dobrze zrobiłam. Siedziałam tak w swoim pokoju do północy. Później położyłam się spać. Bo jutro mam ważny egzamin z śpiewu. Jak zaliczę ten egzamin to mam szanse się dostać do szkoły. Oby mi się udało.
Rano obudziłam się z samego rana i poszłam zrobić śniadanie.  Zrobiłam gofry i do tego gorącą czekoladę. Około 8 na śniadanie zeszła Julia i Larry. Mama jeszcze spała, ale to dzięki niej mamy dom i dzięki jej ciężkiej pracy. Zjadłam pierwsza i wróciłam na górę się przyszykować. Spięłam włosy w kucyk i ubrałam się w komplet który przygotowałam sobie wczoraj wieczorem. Dzisiaj do szkoły postanowiłam pójść się przejść pieszo. Egzamin jest o 10, a jest 9. Miałam godzinę luzu. Poszłam na stołówkę, podziwiałam moja nową szkołę. Okazało się że jest właśnie przerwa śniadaniowa. Na stołówce było pełno ludzi. Nagle wśród tak dużego tłumu zobaczyłam Johnnego. Właśnie szedł na balkon. Powoli przeciskałam się przez tłum. Minęło 5 minut jak doszłam do niego na balkon. Podeszłam do niego i przytuliłam się od tyłu.
Miley: Hejka. Co tam u Ciebie?
Johnny: O Hej, nie zauważyłem Cię .
Miley: No, nie dawno przyszłam do szkoły, więc nie mogłeś mnie zauważyć.
Jednym ruchem ręki gasił papierosa, którego trzymał w ręku.
Miley: Nie wiedziałam że palisz.
Johnny: Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz,
Miley: Ale chcę się wszystko dowiedzieć.
Uśmiechnęłam się do niego. Przed 10 poszedł ze mną Johnny przed salę. Stałam tak koło niego i śmiałam się z wszystkich jego żartów. Później po niego przyszli koledzy, a ja zostałam z kilkoma dziewczynami przed salą. Miałam straszny stres. Postanowiłam że zaśpiewam jakąś prostą piosenkę, oby mi się udało. Weszłam na sale i zaczęłam śpiewać. Kiedy skończyłam wybiegłam z Sali i poszłam się dalej przejść po akademii. Patrzałam tak i  podziwiałam akademie. Ktoś mnie złapał pod rękę.
Ashley: Hej. Co tam u Ciebie?
Miley: Nic, przed chwilą poszłam na mój ostatni egzamin.
Ashley: I jak ci poszedł?
Miley: Nie najlepiej. Boje się że nie zdam.
Ashley: Skoro Tara i Sara zdały to i Ty zdasz.
Uśmiechnęła się do mnie. Poczekałam na moją siostrę i pojechałam z nią do domu. To jest trochę dziwne, jest lato a ja siedzę w domu. Julia poszła się przejść gdzieś z Dani. Larry poszedł do Iana, a mamy nie było w domu. Nie wiem co się miało dziać. Zadzwoniłam do Ashley czy nie poszła by się ze mną przejść. Zgodziła się od razu, ona też nie miała co robić w domu. Wyszłam i poszłam się przejść po L.A.

poniedziałek, 18 marca 2013

Nowa szkoła, nowe środowisko- Rozdział 5


  Rano ubrałam szlafrok i zeszłam na dół na śniadanie. Mamy nie było w domu. Śniadanie zrobiła Julia. Szybko zjadłam i poszłam się przebrać. Dowiedziałam się że będę musiała mieć klasyfikację do moich studiów. Julia i ja strasznie się stresowałyśmy. Ona zdawała na wyższe rok studiów, a ja dopiero na pierwszy rok studiów. Julia opowiedziała mi co będę musiała zrobić, gdyż już wcześnie przeczytała na oficjalnej stronie. Powiedziała mi że będę musiała zaliczyć śpiew i taniec. Taniec to jeszcze jakoś się da znieść, ale śpiew? Po mimo że według mojego brata umiałam śpiewać, ale według siebie nie. Szkoła jest połączeniem studiów dla utalentowanych przed kamerą, śmiał się mój brat. W sumie musiałam się z nim zgodzić. Do śpiewania i do tańca czasami są kamery, a do aktorstwa to już na pewno. Julia była świetnie ubrana, a ja ubrałam się jakoś zwyczajnie. Julia wiedziała że dzisiaj będzie zaliczała śpiew, a ja nie wiedziałam czy śpiew czy taniec.  Mam nadzieje że taniec, to jest to co lubię. Wysiadłyśmy z auta. Larry życzył nam powodzenia. Kiedy wyszłyśmy z auta Larry życzył nam szczęścia i odjechał.  Julia poszła do Dani, a ja znałam tam tylko kilka ludzi. Czyli Sabrinę, Ashley oraz Violette. Dziewczyny już wcześniej zdały, ale przyszły oglądać nowych rekrutów.
Miley: Nie, nie , nie. Ja się boje. Ja tam nie idę.
Sabrina: Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz.
Miley: Wiem, że nie zdam, więc nie chce spróbować..
Ashley: Idziemy chodź.
Złapały mnie za ręce i poszliśmy do Sali gdzie właśnie odbywały się egzaminy. Dziewczyny poszły tam ze mną. Stały koło mnie w Sali i patrzyły się na mnie. Właśnie zaczynałam się rozgrzewać kiedy ktoś mi wbił palce w biodra. Gwałtownie się odwróciłam.
Johnny: Cześć! Co tam?
Miley: Cześć.
Johnny: Ty tu będziesz studiowała?
Miley: Ty tu studiujesz?
Johnny: Ha, ha , ha. Pierwszy byłem.
Miley: Dopiero będę zdawała, ale na pewno się nie dostanę.
Johnny: Na pewno się dostaniesz. Nie przejmuj się.
Miley: A teraz odpowiesz mi na pytanie?
Johnny: Tak, studiuje tu. Aktorstwo dokładniej.
Miley: O ja. Ja bym nie mogła chodzić na aktorstwo.
Za chwilę Johnny musiał iść, a ja przytuliłam się do niego jak do przyjaciela. Jo poszedł, a ja zostałam w Sali.
Sara: Proszę , proszę, proszę. Czyżby ktoś tu się zakochał w najprzystojniejszym studencie.
Miley: Przepraszam, czy ty mówisz do mnie.
Tara: A do kogo innego miał by mówić.
Miley: Przepraszam, ale jestem tu nowa. A Johnny to tylko mój przyjaciel i nic więcej nas nie łączy.
Tara: Taki kit do wciskaj komuś innemu nie nam.
Miley: Ale ja mówię prawdę, Johnny to tylko przyjaciel. Ja mam chłopaka i kocham jego i powtórzę po raz  kolejny że Jo i ja to przyjaciele.
Sara: Ta… jasne.
Ashley: Zostaw ją.
Sara: Odejdź, to nie z Toba teraz rozmawiam.
Ashley: Ta, ta super. Odejdź z tą.
Sara i Tara odeszły, a ja uściskałam się z Ashley. Ona i Sabrina są moimi najlepszymi przyjaciółkami. Ona zawszę mnie broniła kiedy mi się coś działo. Od kąt Ashley przeprowadziła się z Arizony do Nowego Yorku byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Płakałam kiedy Ashley i Sabrina przeprowadziły się do Los Angeles. Ja zostałam sama z rodzeństwem w Nowym Yorku. Teraz była moja kolej. Pokazali nam układ taneczny który mieliśmy powtórzyć . Poszedł mi całkiem nieźle. Jutro miałam mieć ciąg dalszy zaliczeń. Pobiegłam do Sali w której miała być moja siostra. Ona właśnie śpiewała, poszło jej świetnie. Później przyjechał po nas Larry. Wróciłam do domu, zjadłam obiad i poszłam się przebrać. Tak dzisiaj miałam poznać Johnnego i Alexa. Mój najlepszy przyjaciel od tygodnia pozna w końcu mojego chłopaka. Trochę się bała. To Jo wymyślił że pójdziemy na plaże, ale w końcu się zgodziłam.  Ubrałam strój który kupił mi mój brat. Larry znowu stał oparty o framugę drzwi i patrzałam się na mnie. Spięłam moje blond włosy w kucyk i zeszłam na dół. Na dole czekał już na mnie Alex. Przywitałam się z nim i poszłam przed dom. Czekałam tylko na Johnnego. Poszliśmy po woli na plaże. Usiadłam sobie na kocyku. Alex poszedł pobiegać. On zawsze dużo ćwiczy. Siedziałam na kocu koło Johnnego. Dość długo panowała cisza.
Johnny: Myślałem że już cię więcej nie zobaczę.
Miley: No widzisz, a jednak zobaczyłeś.
Johnny: Jesteś naprawdę miła.
Miley: Musisz lepiej mnie poznać.
Johnny: Długo już jesteś z Alem?
Miley: To znaczy z Alem jesteśmy już przyjaciółmi od bardzo długo, wychowywaliśmy się razem .  Parą jesteś my już od jakiś pól roku. To nie jest dużo. A ty masz dziewczynę?
Johnny: To znaczy. Nie, nie mam.
Miley: Taki cudowny chłopiec jak ty nie ma dziewczyny. Żartujesz?
Johnny: Nie mówię poważnie.
Nagle ktoś mnie wziął na ręce i niósł mnie w kierunku wody.  Był to Alex.
Miley: Zostaw mnie.
Alex: Kochanie, chciałem cię trochę pocieszyć.
Miley: Nie potrzebuje pocieszenia. Poza tym nie mam teraz ochoty wchodzić do wody.
Alex: Jak będziesz miała ochotę to przyjdź, ok ?
Miley: Oki.
Pocałowałam go i poszłam z powrotem na ręcznik.  Jo patrzał się na mnie. Po mimo że czasem potrzebowałam wsparcia.
Johnny: Co się stało?
Miley: Nic. Mogę się ciebie coś spytać?
Johnny: Dajesz.
Miley: Gdzie ty mieszkasz?
Johnny: W akademiku. Tylko nikomu tego nie mów, oki?
Miley: Oczywiście, buzia na kłódkę. Na którym ty jesteś roku studiów?
Johnny: Na drugim roku.
Miley: Na pewno zna Cię dużo ludzi.
Johnny: Nie no trochę ludzi znam. Ale kto by się tym przejmował.
Około 20 wróciliśmy do domu. Wróciłam do pokoju i przebrałam się w piżamę. Później pomagałam mamie zrobić kolacje. Później wróciliśmy powrotem do pokoju. Po cichu wszedł do mnie mój brat i usiadł koło mnie na łóżku.
Larry: Kochana siostrzyczko, mów co się dzieje…

niedziela, 17 marca 2013

Mój nowy dom, mój nowy świat- Rozdział 4


I co dzisiaj miałam jechać z powrotem do Los Angeles.  Rano jeszcze szybko spakować resztę ubrań. Po jednym dniu powrotem wracam do Los Angeles. Na szczęście mama już mi załatwiła tam studia. Będę musiała przyzwyczaić się do nowych ludzi z mojej nowej szkoły. Rano na dół bagaże pomógł mi znieść mój starszy brat. Długo jeszcze stałam przed domem i patrzałam się. Z tym domem wiązało się wiele miłych wspomnień. W końcu to w nim się wychowałam. W nim dorastałam. Larry złapał mnie za rękę i zaprowadził do taksówki. Okazało się że razem z nami jedzie Dani, a samolotem leci również rodzina Alex. Mama razem z rodziną Alex zorganizowali tą przeprowadzkę. Trochę nie była tym zachwycona. W końcu przyleciał samolot. Alex chciał siedzieć koło mnie, a ja chciałam siedzieć koło mojego brata. Mama postanowiła że my pojedziemy wcześniejszym lotem, a Alex z rodzina późniejszym. To mi pasowało. Weszłam do samolotu i usiadłam koło Julii i Larrego. Oni zawsze w podróży się kłócili. Julia przez całą podróż słuchała muzyki. Larry patrzała przez okno, a ja siedziałam skulona z folderem w ręku. Był to folder mojej nowej szkoły.
Miley: Mogę z tobą porozmawiać?
Larry: O tym wczorajszym?
Miley: Tak.
Larry: Dawaj.
Miley: Więc jak byłam ostatnio w Los Angeles spotkałam Johnnego Deppa, zaczęłam się z nim spotykać, ale jednak jestem z Alem i nie wiem co mam zrobić.
Larry: Do którego czujesz coś więcej?
Miley: Do obu czuje to samo.
Larry: Na pewno do któregoś czujesz coś bardziej. Słuchaj na razie są wakacje. Nie przejmuj się takimi głupotami. Jednak jak już się zastanowisz do którego czujesz coś więcej to zrób sobie z nimi szczerą rozmowę, to naprawdę po może.
Miley:  Skąd to wiesz?
Larry: Uwierz mi.
Przytuliłam się do mojego brata. Później podchodziliśmy do lądowania. Wyszliśmy z samolotu. Już wiedziałam dlaczego moja mama często wyjeżdżała. Ona chciała nam już przygotować dom. Weszliśmy do środka. Pokazałam nam gdzie kto ma kto pokój. Miałam pokój na górze koło Larrego i Julii. Mama miała pokój na dole. Pokój był nawet w moim stylu, jednak wiedziałam że czegoś mi tu brakuje. Może to było przyzwyczajenie do starego domu. Usiadłam na łóżku i patrzałam się na mój pokój.
Diana: I jak pokój się podoba?
Miley: Tak. Jest śliczny.
Diana: Tęsknisz za starym domem?
Miley: No troszeczkę.
Diana: Ty nie tęsknisz za domem, ty tęsknisz za tym chłopakiem któregoś tu poznała.
Miley: Nie wiem. Może tamten raz to był ostatni raz.
Diana: Poradzę Ci. Zrób sobie listę zalet obu chłopaków i będziesz wiedziała czy być z Alem czy z tym drugim.
Miley: Ma na imię Johnny.
Diana : Zobaczysz wszystko się ułoży.
Miley: Myślisz.
Diana: Ja to wiem. A teraz choć obejrzeć pokoje rodzeństwa.
Mam poszła ze mną oglądać pokój Julii i pokój Larrego. Nawet Fajne. Najbardziej podobał mi się pokój Larrego. Tak samo jak Julii. Z powrotem wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i złapałam telefon.  Postanowiłam że napisze do Jo że wróciłam powrotem do L.A. Kiedy tylko dowiedział się że przyjechałam do Los Angeles, od razu chciał mnie odwiedzić . Podałam mu adres i poszłam się przebrać. Ubranie na spotkanie pożyczyła mi siostra. Larry stał oparty o drzwi i patrzała się jak szybko się szykowałam. Nie wiem czemu się tak na mnie patrzał. Szybko spięłam włosy w kucyk i zeszłam na dół.  Wyszłam przed dom i czekałam. Kiedy odwracałam się widziałam jak firanki się ruszały. Rodzina mnie podgląda. To już było niesprawiedliwe. Z Jo jesteśmy tylko dobrymi znajomymi. Po niecałych pięciu minutach przyszedł Jo z kwiatami w ręku.
Miley: To dla mnie. Nie trzeba było.
Johnny: Wiem że nie trzeba było, ale chciałem. Poza tym wiem że lubisz dostawać prezenty.
Miley: Skąd wiesz? Sabrina prawda?
Johnny: Tak.
Wzięłam bukiet i poszłam się przejść. Kiedy tak chodziliśmy kilka razy próbował złapać mnie za rękę. Za drugim razem się mu udało. Patrzałam się w jego brązowe oczy. Strasznie mi się podobały. Zaprosił mnie na kawę do restauracji.
Miley: Jesteś niesamowitym kumplem, wiesz?
Johnny: No wiem.
Chodziliśmy po mieście. Cały czas patrzałam się w te jego oczy. W jego oczach widziałam ten błysk, strasznie mi się ten błysk podoba. Są naprawdę może to właśnie w tym błysku się zakochałam.
Miley: Tak miło nam się z sobą rozmawia. Muszę Ci coś powiedzieć.
Johnny: Mów śmiał, nie wstydź się.
Miley:  Cieszę się że jesteś moim przyjacielem. Chętnie chciała bym cię poznać z moim chłopakiem.
Johnny: Masz chłopaka?
Miley: Tak. Ma na imię Alex i jest naprawdę kochany.
Johnny: Z chęcią go poznam.
Miley: Jesteś naprawdę kochany.
Do domu oczywiście mnie odprowadził John. Wróciłam do domu i usiadłam koło mamy w kuchni.
Diana: I co podjęłaś decyzję?
Miley: Tak. Postanowiłam że zostanę z Alem, ale jutro ich poznam. W końcu Johnny jest dla mnie przyjaciel od serca, a Alem jestem już ponad rok.
Diana: Rób jak chcesz.
Byłam zadowolona z swojej decyzji. Poszłam na górę i postanowiłam zadzwonić do mojej przyjaciółki Sabriny. Opowiedziałam Sabie cała historię.
Sabrina: I z kim zostaniesz?
Miley: Z Alem.
Sabrina: Super- mówiła to ironicznym głosem.
Od samego początku Saba nie lubiła Alex i to z odwzajemnieniem. Zawszę chciałam ich do siebie przekonać. Ale mi się ni udawało. Później z szafy wyjęłam piżamę i poszłam się umyć.  Długo siedziałam bo nie umiałam zasnąć. Z kurtki wyjęłam schowane zdjęcie. Przytuliłam je do serca i powiedziałam „ Tato jak bym chciała żebyś teraz był przy mnie”

Spowrotem do domu- Rozdział 3


Czas w Los Angeles mijał tak szybko. Każdy czas spędzałam z Johnnym. Jednak wiedziałam że wszystko co dobre kiedyś będzie musiało się skończyć. Johnny postanowił mnie odprowadzić na lotnisko razem z Sabriną. Przez całą drogę byłam smutna. Nie chciałam wracać do Nowego Yorku. Johnny miał racje to miasto maj swój czar. Dzięki niemu mogłam go poznać. Około 12 miałam samolot. Czekałam na lotnisku chyba z 2 godziny.  
Johnny: Może opowiesz mi o swojej rodzinie?
Miley: Więc mam starszą siostrę Julie i starszego brata Larrego.
Johnny: A rodzice?
Miley: Mam tylko mamę. Dianę.
Johnny: A tata?
Miley: Tata zginał jak miałam 8 lat.
Johnny: Jak?
Miley: Kiedy miałam 6 lat tata pojechał na wojnę. Po dwóch latach w moje 8 urodziny mama obudziła mnie o piątej rano i powiedziała mi że tata umarł wczoraj przed północą.
Mówiąc to kilka łez mi poleciało z oczu. Zawsze kiedy wspominałam o tacie płakałam. To jest dla mnie bardzo trudne. W końcu przyleciał mój samolot, pożegnałam się Sabriną i Johnnym. Weszłam do samolotu i poleciałam powrotem do Nowego Yorku.
*** Oczami Johnnego***
Nie wiedziałam że Miley ojciec nie żyje. Gdybym o tym wiedział nie pytał bym się o to. Trochę ciężko będzie mi się pożegnać z Miley. Ona stała się dla mnie jak przyjaciółka której nigdy nie miałem. Czułem do niej coś więcej niż tylko przyjaźń. Chyba się w niej zakochałem.
Sabrina: Podoba Ci się Miley?
Johnny: To aż tak widać?
Sabrina: No może troszeczkę.
Johnny: Tak podoba mi się , ale raczej już ją więcej nie zobaczę.
Sabrina: Z tego co wiem, jej mama za zamiar się przeprowadzić tutaj.
Johnny: A ty skąd to wiesz?
Sabrina: Wczoraj z nią rozmawiałam.
*** Moimi oczami***
W końcu przyleciałem do Nowego Yorku. Na lotnisku miałam komitet powitalny składający się z mojego rodzeństwa, mojej mamy, Aleksa i Dani. Poszłam się przywitać do mojego chłopka. Stęskniłem się za nim.
Alex: Myślałem że już Cię nie zobaczę.
Miley: Aha.
Alex: Co się stało?
Miley: Nic, nic ważnego.
Alex: Kochanie nie chce żeby mój cukiereczek był smutny.
Miley: Nie jestem smutna.
Alex złapał moją torbę i razem z rodziną poszliśmy do domu. Kiedy przekroczyłam próg domu byłam w lekkim szoku.  Wszystko w domu było w kartonach. Nie widziałam o co chodzi. Mam wyjaśniła mi że przeprowadzamy się do Los Angeles. Wszyscy już o tym wiedzieli wszyscy oprócz mnie. Jutro mam się przeprowadzać. Na szczęście mama już załatwiła mi studia w Los Angeles. Usiadłam sobie na moim łóżku. Do pokoju przyszła moja siostra Julia.
Julia: To jutro przeprowadzamy się.
Miley: Nie chce.
Julia: No wiem, ale tam masz swoich wszystkich przyjaciół ,a nie tutaj. Oni już się dawno przeprowadzili, a ty nadal jesteś tutaj.
Przytuliłam się do niej. Myślałam o Johnnym i co się stanie z Alem. Kiedy już wszyscy poszli spać. Nie umiałam zasnąć. Chodziłam jakaś mętna po domu. Z jednego z kartonów wyjęłam album. Zaczęłam przeglądać zdjęcia jeszcze jak tata był. Często tęskniłam za tatą. Jeszcze pamiętam nasze co roczne wyjazdy nad jezioro. Kiedy razem z Larrym i Julia pchaliśmy się do wody. Jeszcze pamiętam jak byłam cała mokra. Przecież mój brat kochał mnie pchać do wody. Przy nim nikt nie mógł być suchy.
Diana: Co się dzieje córeczko?
Miley: Co, nic. Nic się nie dzieje.
Diana: Widzę że co się dzieje. Córeczko powiedz mi.
Miley: Czemu sądzić że coś się dzieje.
Diana: Kochanie wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć.
Miley: Jak będę gotowa to powiem, obiecuje.
Mama poszła na górę , a ja nadal przeglądałam zdjęcia. Z albumu wyjęłam jak tata nosił mnie na rękach po plaży. Złapałam je i schowałam do kieszeni. Poszłam na górę do pokoju mojego starszego brata. Na szczęście jeszcze nie spał. Usiadłam koło niego na łóżku.
Larry: Dobra siostra. Co się dzieje?
Miley: Potrzebuje porady.
Larry: Zakochałeś się i nie wiesz co zrobić z Alem.
Miley: A ty co?
Larry: Zgadywałem po twojej mnie. Choć tu do mnie siostrzyczko.
Miley: Pomożesz mi?
Larry: Porozmawiamy o tym jutro w samolocie. Teraz idź spać.
Poszłam spać. To moja ostatnia noc w Nowym Yorku. Już tu nie powrócę. Teraz zacznę nowe życie w Los Angeles, ale najważniejsze że będą tam moi przyjaciele. 

sobota, 16 marca 2013

Drugi Dzień


Obudziłam się rano pięć minut przed dwunastą. Sabrina robiła na dole śniadanie. Zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Patrzałam się jak Sabrina robiła śniadanie. Później wzięłam sobie płatki i mleko. Zjadałam szybko. Poszłam na górę do łazienki i zaczęłam robić sobie makijaż. Ubranie miała już przygotowane.  Wyszłam z łazienki jeszcze poprawiłam sobie moje włosy. Ciężko było je rozczesać po nocy. Zeszłam na dół już przebrana. Ręką odgarnęłam włosy.
- A ty coś tak się odszczeliła?
- Tak sobie.
- Ta jasne.  Gadaj kogoś wczoraj poznała.
- Nikogo.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Sabrina poszła otworzyć. Nagle zaniemówiła.
- Cześć, jest Miley?
-…
- Cześć. To idziemy?
- Tak pewnie. Miło było cię poznać.
-…
- Ja wychodzę, nie wiem kiedy wrócę.
- To , to…
- Tak to on. Dobra idę pa. Wrócę wieczorem.
Złapałam Johnnego za rękę i poszłam z nim na spacer do parku. Naprawdę było to mi potrzebne. W końcu poznałam tutaj kogoś miłego. Może dzięki niemu chciała tu zostać jeszcze na ten tydzień. Chodziliśmy po parku.  Nie trzymaliśmy się za ręce, ani nic. Usiedliśmy na ławce. Naprawdę było miło z nim rozmawiać. Czułam się jak by w końcu ktoś mnie rozumiał.  Tak jak by to John był moją bratnią duszą, a nie mój Alex.
 - Dalej sądzisz że Los Angeles to zwyczajne miasto.
- Tak.
- Dalej chcesz z niego jak najszybciej wyjechać?
- …
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Spojrzałam na niego nie pewnym spojrzeniem.
- No wiesz. Jak byś wyjechała była to by dla mnie wielka szkoda.
Poszliśmy dalej się przejść.  Patrzała się na mnie tymi swoimi brązowymi oczami. Te jego oczy są takie piękne. Czułam się przy nim taka swobodna. Chodziliśmy po parku i nie tylko.  Cały czas wypytywałam się jego o ulubione rzeczy. Dowiedziałam się wielu rzeczy. Nie chciałam by ten dzień się kończył. Z nim tak miło spędzało mi się czas. Jednak musiał dobiec końca. Oczywiście odprowadził mnie pod sam dom mojej przyjaciółki.
- Jakieś plany na jutro?
- Żadnych.
- To może chcesz się umówić?
-  No spoko. To o której?
- Około 15.
- Spoko.
Weszłam do domu. Tak właściwie na werandę. Pomachałam Jo rękę i zadzwoniłam do środka. Johnny co chwilę się obracał i machał mi ręką. Tak właściwie obracał się aż nie weszłam do środka. 
- Cześć i jak było?
- A jak miało by być?
- No nie wiem.
Poszłam na górę i od razu poszłam do łazienki. Umyłam się i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i wyjęłam telefon. Nagle ktoś do mnie zadzwonił był to mój kochany chłopak Alex.
- Cześć słoneczko.
- Cześć.
- Tylko cześć. Kochanie stać Cię na coś więcej.
- Cześć misiaczku.
- No już lepiej. Co tam u Ciebie?
- Nic ciekawego?
- Tęsknie wiesz.
- Ja też.
Długo później rozmawiałam z Alem( tak dałam mu na przezwisko). Trochę tęskniłam za nim. Później rozmawiałam z moja starszą siostrą. Cały czas nie dowierzała mi że poznałam Deppa. Tłumaczyłam jej i opowiadałam dzisiejsze spotkanie.
- Co teraz zrobisz z Alem?
- Nie wiem.
- A czujesz coś do niego?
- Oczywiście że tak. To jest mój Alex i go kocham.
- No wiem że go nadal kochasz. To on przecież cię zna jak mało kto.
- No.
- Może powiesz mi co czujesz do Johnnego i do Alexa.
- No dobra. Alex jest kochany i wyjątkowy, ale on nie powoduje że mogę się śmiać. To powoduje Johnny gdy przy nim jestem sam uśmiech mi się pojawia na twarzy.
- Nie wiem jak ci pomóc. Zobaczymy ci się będzie działo jak wrócisz.
- No dobra.
Usiadłam sobie na parapecie okna i patrzałam się przez okno. Nie wiedziałam co mi się dzieje. Naprawdę nie wiedziałam. Chciała bym żeby już było po wszystkim. Podeszła bym do Johnnego i powiedział bym co do niego czuje już, ale nie mogę to zrobić Alexowi. Przecież to on jest moim chłopakiem , a nie Johnny.