Rano poszłam razem z moją mamą i siostrą na zakupy.
Pomogłyśmy mamie wybrać suknie ślubną. Później mama szukała dla nas sukienki na
wesele. Stałam jak mam pokazywała mi sukienki. Mama razem z Wiliamem
postanowili że będziemy ubrani na niebiesko. Julce i Larremu to pasowało. W
końcu to był ich ulubiony kolor. Mnie to nie przeszkadzało. Za to Cody bez
przerwy mówił że on tego koloru nie lubi. On nie chce iść w niebieskim. W ogóle
nie chce iść na ten ślub. Cały czas gadał i przeszkadzał. Za 3 dni mam być
ważne wydarzenie dla naszych rodziców, a on chce to zepsuć. Kiedy wróciłyśmy
mama dała rodzeństwu ubranie, a suknie schowała do mojego pokoju. Chciała
zrobić Wiliamowi niespodziankę. Moja suknie schowałam do szafy.
Diana: To z kim idziesz na nasze wesele?
Miley: Nie wiem.
Diana: Może zaprosisz tego Johnnego?
Miley: Mamo. Nie widziałam go już miesiąc. Wątpię żeby się
zgodził. Jak co do czego dojdzie to mogę iść sama.
Diana: Skoro Julia idzie z swoim chłopakiem, A Larry z
dziewczyną. To ty też pójdziesz z jakiś chłopakiem.
Mama poszła, a ja siedziałam sama w pokoju i patrzałam się
na moją sukienkę. Tak siedziałam i patrzałam się. Nagle wzięłam pamiętnik do
rąk. Coś wypadło. Były to dziwie kartki na których pisałam zalety i wady Jo i
Alexa. O jejku, przecież nie cały miesiąc temu byłam w nim zakochana po uszy ,a
teraz boje się do niego zdzwonić. Dosyć tych lęków. Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam
do Jo.
Johnny: Hallo?!
Miley: Cześć tu Miley. Mogli byśmy się dzisiaj spotkać.
Johnny: O Hej. Pewnie że możemy się dzisiaj spotkać. Przyjdę
po ciebie tak za około 20 minut oki?
Miley: Pewnie. A może ja po Ciebie przyjdę.
Johnny: Miley. Powiem ci szczerze że teraz mam wakacje
miesięczne, ale mam. Jestem u swoich rodziców w L.A. Więc lepiej ja po ciebie
przyjdę.
Miley: Aha spoko.
Poszłam się przyszykować. Za niecałe 10 minut byłam już
gotowa. Dokładnie jak w zegarku był Johnny. Zeszłam na dół i się z nim
przywitałam. Później poszliśmy przejść się po parku.
Johnny: Dla czego chciałaś się ze mną spotkać ?
Miley: A co nie mogłam.
Johnny: Pewnie że mogłaś. Stęskniłem się za Tobą.
Miley: Ja za Tobą też.
Przytuliłam się do niego i pocałowałam go w policzek.
Miley: Mam pytanie…
Johnny: Co się stało słoneczko?
Miley: Poszedł byś ze mną na wesele moje mamy.
Johnny: Z największą przyjemnością.
Trzymałam przez większość drogi Jo za rękę.
Johnny: Pozbierałaś już po stracie Alexa?
Miley: Tak pozbierałem się już. Masz dziewczynę?
Johnny: Jak to by powiedzieć…
Miley: Masz?
Johnny: Nie, nie mam. Powiedziałem już raz że będę czekał na
Ciebie.
Miley: Dalej jesteś we mnie zakochany?
Johnny: Oczywiście że tak.
Miley: Jejku, jesteś
najlepszym przyjacielem.
Później zaprosiłam Johnnego do siebie do domu. Pokazałam mu
sukienkę. Umówiłam się że jutro pomogę mu wybrać garnitur. Jak się cieszę że się
zgodził mi towarzyszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz