Czas w Los Angeles mijał tak szybko. Każdy czas spędzałam z
Johnnym. Jednak wiedziałam że wszystko co dobre kiedyś będzie musiało się skończyć.
Johnny postanowił mnie odprowadzić na lotnisko razem z Sabriną. Przez całą
drogę byłam smutna. Nie chciałam wracać do Nowego Yorku. Johnny miał racje to
miasto maj swój czar. Dzięki niemu mogłam go poznać. Około 12 miałam samolot.
Czekałam na lotnisku chyba z 2 godziny.
Johnny: Może opowiesz mi o swojej rodzinie?
Miley: Więc mam starszą siostrę Julie i starszego brata
Larrego.
Johnny: A rodzice?
Miley: Mam tylko mamę. Dianę.
Johnny: A tata?
Miley: Tata zginał jak miałam 8 lat.
Johnny: Jak?
Miley: Kiedy miałam 6 lat tata pojechał na wojnę. Po dwóch
latach w moje 8 urodziny mama obudziła mnie o piątej rano i powiedziała mi że
tata umarł wczoraj przed północą.
Mówiąc to kilka łez mi poleciało z oczu. Zawsze kiedy
wspominałam o tacie płakałam. To jest dla mnie bardzo trudne. W końcu
przyleciał mój samolot, pożegnałam się Sabriną i Johnnym. Weszłam do samolotu i
poleciałam powrotem do Nowego Yorku.
*** Oczami Johnnego***
Nie wiedziałam że Miley ojciec nie żyje. Gdybym o tym wiedział
nie pytał bym się o to. Trochę ciężko będzie mi się pożegnać z Miley. Ona stała
się dla mnie jak przyjaciółka której nigdy nie miałem. Czułem do niej coś
więcej niż tylko przyjaźń. Chyba się w niej zakochałem.
Sabrina: Podoba Ci się Miley?
Johnny: To aż tak widać?
Sabrina: No może troszeczkę.
Johnny: Tak podoba mi się , ale raczej już ją więcej nie zobaczę.
Sabrina: Z tego co wiem, jej mama za zamiar się przeprowadzić
tutaj.
Johnny: A ty skąd to wiesz?
Sabrina: Wczoraj z nią rozmawiałam.
*** Moimi oczami***
W końcu przyleciałem do Nowego Yorku. Na lotnisku miałam
komitet powitalny składający się z mojego rodzeństwa, mojej mamy, Aleksa i
Dani. Poszłam się przywitać do mojego chłopka. Stęskniłem się za nim.
Alex: Myślałem że już Cię nie zobaczę.
Miley: Aha.
Alex: Co się stało?
Miley: Nic, nic ważnego.
Alex: Kochanie nie chce żeby mój cukiereczek był smutny.
Miley: Nie jestem smutna.
Alex złapał moją torbę i razem z rodziną poszliśmy do domu.
Kiedy przekroczyłam próg domu byłam w lekkim szoku. Wszystko w domu było w kartonach. Nie
widziałam o co chodzi. Mam wyjaśniła mi że przeprowadzamy się do Los Angeles. Wszyscy
już o tym wiedzieli wszyscy oprócz mnie. Jutro mam się przeprowadzać. Na
szczęście mama już załatwiła mi studia w Los Angeles. Usiadłam sobie na moim łóżku.
Do pokoju przyszła moja siostra Julia.
Julia: To jutro przeprowadzamy się.
Miley: Nie chce.
Julia: No wiem, ale tam masz swoich wszystkich przyjaciół ,a
nie tutaj. Oni już się dawno przeprowadzili, a ty nadal jesteś tutaj.
Przytuliłam się do niej. Myślałam o Johnnym i co się stanie
z Alem. Kiedy już wszyscy poszli spać. Nie umiałam zasnąć. Chodziłam jakaś
mętna po domu. Z jednego z kartonów wyjęłam album. Zaczęłam przeglądać zdjęcia jeszcze
jak tata był. Często tęskniłam za tatą. Jeszcze pamiętam nasze co roczne
wyjazdy nad jezioro. Kiedy razem z Larrym i Julia pchaliśmy się do wody.
Jeszcze pamiętam jak byłam cała mokra. Przecież mój brat kochał mnie pchać do
wody. Przy nim nikt nie mógł być suchy.
Diana: Co się dzieje córeczko?
Miley: Co, nic. Nic się nie dzieje.
Diana: Widzę że co się dzieje. Córeczko powiedz mi.
Miley: Czemu sądzić że coś się dzieje.
Diana: Kochanie wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć.
Miley: Jak będę gotowa to powiem, obiecuje.
Mama poszła na górę , a ja nadal przeglądałam zdjęcia. Z
albumu wyjęłam jak tata nosił mnie na rękach po plaży. Złapałam je i schowałam
do kieszeni. Poszłam na górę do pokoju mojego starszego brata. Na szczęście
jeszcze nie spał. Usiadłam koło niego na łóżku.
Larry: Dobra siostra. Co się dzieje?
Miley: Potrzebuje porady.
Larry: Zakochałeś się i nie wiesz co zrobić z Alem.
Miley: A ty co?
Larry: Zgadywałem po twojej mnie. Choć tu do mnie siostrzyczko.
Miley: Pomożesz mi?
Larry: Porozmawiamy o tym jutro w samolocie. Teraz idź spać.
Poszłam spać. To moja ostatnia noc w Nowym Yorku. Już tu nie
powrócę. Teraz zacznę nowe życie w Los Angeles, ale najważniejsze że będą tam
moi przyjaciele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz