Ten tydzień był dla mnie trudny. Leżałam na łóżku i
płakałam. Naprawdę ciężko mi było się pozbierać po stracie Alexa. Całe dnie
spędzałam w łóżku i płakałam. To jest akie przykre. Chodził ze mną, a spotykał
i całował się z inną. On jest naprawdę wredny. Znasz kogoś ponad 10 lat, a
chodzisz z nim ponad rok, a tu nagle takie zachowanie. Nie dość tego.
Julia: Miley, musisz wyjść do ludzi.
Miley: Zostaw mnie.
Julia: Nie możesz użalać się nad swoim życiem. Miley, musisz
zacząć życie na nowo.
Miley: Zostaw mnie. Chce być sama.-Zasłoniłam się poduszką.
Julia: Chodź ubierz się i pójdziemy na miasto się przejść.
Miley: Nie chce. Chce zostać sama.
Julia: Nie. Już odśwież się, przebierz się i idziemy na
miasto. Przecież całe życie nie możesz tu zostać. Życie nie kończy się tylko na
rozstaniu. Trzeba iść na przód i nie patrzeć na złe chwile. Wstajesz i ubierasz
się bez marudzenia.
Wyszłam z łóżka i poszłam się umyć. Siostra w tym czasie
przygotowała mi ubranie. Z niechęcią się przebrałam. Siostra wzięłam mnie pod
rękę i poszła ze mną na dół. Wszyscy siedzę na dole.
Diana: Jak miło Cię widzieć córeczko.
Zuzia: Hej.
Diana: Chcesz coś?
Zuzia: Chce mojego Alexa.
Zaczęłam płakać. Siostra mnie pocieszyła. Siedziała koło
mnie na łóżku.
Julia: Siostrzyczko. Chodź idziemy na miasto.
Złapała mnie za rękę i poszłam z nią na miasto. Dalej było
mi smutno. Gdy widziałam te wszystkie szczęśliwe pary, płakałam bo
przypominałam sobie mnie i Alexa. Jeden głupi przypadek, a tyle zmienił w moim
życiu. Razem z siostrą poszliśmy do
parku. Usiadłam na ławeczce i patrzałam na ludzi. W sumie to po minach ludzi
też sugerowałam że mają problemy. Nagle ktoś mi zasłonił oczy.
Johnny: Zgadnij kto to?
Miley: Johnny zostaw mnie.
Johnny: Nie zostawię Cię. Nie chce by moja najlepsza
przyjaciółka była smutna.
Miley: Zostaw mnie. Nie mam ochoty dzisiaj na rozmowę.
Johnny: Jak się nadal na mnie obrażasz to przepraszam. Nie
chce żebyś się na mnie obrażała.
Miley: To nie o ciebie chodzi. Proszę zostaw mnie samą.
Johnny: Nie zostawię Cię do póki mi nie powiesz.
Miley: Alex mnie zdradzał. Zerwałam z nim. A teraz jest mi bardzo
przykro. Bo za nim tęsknie.
Johnny: Jak on mógł zdradzać tak piękną i cudowną dziewczynę
jak ty. Powiem ci że jak bym miał z Tobą chodzić. Dbał bym o Ciebie jak mało
kto. Mówiąc szczerze gdybyśmy byli razem chciał bym sprawić byś była
najszczęśliwszą osobą na świecie.
Miley: To było takie słodkie, ale jak na razie nie jestem
gotowa na stały związek. Boje się że ktoś by mógł mnie znowu skrzywdzić.
Johnny: Poczekam, poczekam aż będziesz gotowa. Jak już
będziesz gotowa to mi powiedz.
Przytuliłam się do niego mocno. To co mówią jest prawdą. „
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Wynika z tego że Jo jest moim
najlepszym przyjacielem i nie tylko. To jest takie dziwne znam Jo niecałe kilka
miesięcy, a już mogę nazwać go najlepszym przyjacielem. Szczerze mówiąc to on
jest naprawdę wyjątkowy mojemu sercu.
Teraz mi był potrzebny taki ktoś jak Jo. On jest moim szczęściem w
życiu.
Johnny: Masz czas dzisiaj wieczorem.
Miley: No mam, a co?
Johnny: Są urodziny mojego kolegi. Chcesz iść ze mną na nie?
Jak co to nie jest randka.
Miley: Z chęcią pójdę.
Wróciłam powrotem do domu. Zjadłam obiad i poszłam się
przyszykować na górę.Ubrałam sukienkę którą dostałam od Wiliama.
Larry: A ty co robisz?
Miley: Szykuje się, bo zostałam zaproszona na imprezę.
Larry: Czyli randka?
Miley: To nie jest randka. To tylko towarzyskie spotkanie.
Larry: Czyli randka.
Miley: Nie rozumiesz tego. Jak na razie nie jestem gotowa na
nowego chłopaka. Więc to jest tylko towarzyskie spotkanie.
Larry: Miłej zabawy.
Miley: Dzięki braciszku.
Diana: Miley!! Ktoś do Ciebie.
Miley: Już schodzę.
Larry: Czekaj odprowadzę Cię na dół.
*** Oczami Johnnego ***
W końcu Miley zerwała z tym debilem. Tak, nie przepadałem za
nim. Cieszę się że ona sama do tego doszła, a nie ja musiałem jej pokazywać to zdjęcie.
Jakie szczęście że dała się zaprosić na spotkanie. Około 16 przyszedłem po nią.
Jej mama ją zawołała i zaprosiła mnie do środka.
Cody: Kto ty?
Johnny: Przyjaciel Miley.
Cody: Podoba ci się?
Johnny: No trochę.
Cody: Co to znaczy trochę?
Johnny: Tak podoba mi się. A ty kto?
Cody: Jej brat przyrodni.
Johnny: Spoko.
Cody: Tylko jej nie spróbuj skrzywdzić. Zrozumiano. Nie chcę
żeby ona płakała.
Johnny: Nawet nie mam zamiaru jej skrzywdzić.
*** Moimi oczami ***
Zeszłam na dół.
Popatrzałam jak mój brat rozmawia z moim przyjacielem.
Johnny: Jesteś piękna.
Miley: Dziękuje. No to idziemy?
Johnny: Tak, jasne.
Miley: Mamo, wychodzę nie wiem kiedy wrócę.
Diana: Tylko się nie zgub.
Miley: No dobra postaram się no to wychodzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz