Obudziłam się rano pięć minut przed dwunastą. Sabrina robiła
na dole śniadanie. Zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Patrzałam się jak
Sabrina robiła śniadanie. Później wzięłam sobie płatki i mleko. Zjadałam
szybko. Poszłam na górę do łazienki i zaczęłam robić sobie makijaż. Ubranie
miała już przygotowane. Wyszłam z
łazienki jeszcze poprawiłam sobie moje włosy. Ciężko było je rozczesać po nocy.
Zeszłam na dół już przebrana. Ręką odgarnęłam włosy.
- A ty coś tak się odszczeliła?
- Tak sobie.
- Ta jasne. Gadaj
kogoś wczoraj poznała.
- Nikogo.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Sabrina poszła otworzyć. Nagle zaniemówiła.
- Cześć, jest Miley?
-…
- Cześć. To idziemy?
- Tak pewnie. Miło było cię poznać.
-…
- Ja wychodzę, nie wiem kiedy wrócę.
- To , to…
- Tak to on. Dobra idę pa. Wrócę wieczorem.
Złapałam Johnnego za rękę i poszłam z nim na spacer do parku.
Naprawdę było to mi potrzebne. W końcu poznałam tutaj kogoś miłego. Może dzięki
niemu chciała tu zostać jeszcze na ten tydzień. Chodziliśmy po parku. Nie trzymaliśmy się za ręce, ani nic. Usiedliśmy
na ławce. Naprawdę było miło z nim rozmawiać. Czułam się jak by w końcu ktoś
mnie rozumiał. Tak jak by to John był
moją bratnią duszą, a nie mój Alex.
- Dalej sądzisz że
Los Angeles to zwyczajne miasto.
- Tak.
- Dalej chcesz z niego jak najszybciej wyjechać?
- …
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Spojrzałam na niego
nie pewnym spojrzeniem.
- No wiesz. Jak byś wyjechała była to by dla mnie wielka
szkoda.
Poszliśmy dalej się przejść.
Patrzała się na mnie tymi swoimi brązowymi oczami. Te jego oczy są takie
piękne. Czułam się przy nim taka swobodna. Chodziliśmy po parku i nie tylko. Cały czas wypytywałam się jego o ulubione
rzeczy. Dowiedziałam się wielu rzeczy. Nie chciałam by ten dzień się kończył. Z
nim tak miło spędzało mi się czas. Jednak musiał dobiec końca. Oczywiście
odprowadził mnie pod sam dom mojej przyjaciółki.
- Jakieś plany na jutro?
- Żadnych.
- To może chcesz się umówić?
- No spoko. To o
której?
- Około 15.
- Spoko.
Weszłam do domu. Tak właściwie na werandę. Pomachałam Jo
rękę i zadzwoniłam do środka. Johnny co chwilę się obracał i machał mi ręką.
Tak właściwie obracał się aż nie weszłam do środka.
- Cześć i jak było?
- A jak miało by być?
- No nie wiem.
Poszłam na górę i od razu poszłam do łazienki. Umyłam się i wróciłam
do pokoju. Usiadłam na łóżku i wyjęłam telefon. Nagle ktoś do mnie zadzwonił był
to mój kochany chłopak Alex.
- Cześć słoneczko.
- Cześć.
- Tylko cześć. Kochanie stać Cię na coś więcej.
- Cześć misiaczku.
- No już lepiej. Co tam u Ciebie?
- Nic ciekawego?
- Tęsknie wiesz.
- Ja też.
Długo później rozmawiałam z Alem( tak dałam mu na
przezwisko). Trochę tęskniłam za nim. Później rozmawiałam z moja starszą
siostrą. Cały czas nie dowierzała mi że poznałam Deppa. Tłumaczyłam jej i opowiadałam
dzisiejsze spotkanie.
- Co teraz zrobisz z Alem?
- Nie wiem.
- A czujesz coś do niego?
- Oczywiście że tak. To jest mój Alex i go kocham.
- No wiem że go nadal kochasz. To on przecież cię zna jak
mało kto.
- No.
- Może powiesz mi co czujesz do Johnnego i do Alexa.
- No dobra. Alex jest kochany i wyjątkowy, ale on nie
powoduje że mogę się śmiać. To powoduje Johnny gdy przy nim jestem sam uśmiech
mi się pojawia na twarzy.
- Nie wiem jak ci pomóc. Zobaczymy ci się będzie działo jak
wrócisz.
- No dobra.
Usiadłam sobie na parapecie okna i patrzałam się przez okno.
Nie wiedziałam co mi się dzieje. Naprawdę nie wiedziałam. Chciała bym żeby już
było po wszystkim. Podeszła bym do Johnnego i powiedział bym co do niego czuje już,
ale nie mogę to zrobić Alexowi. Przecież to on jest moim chłopakiem , a nie
Johnny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz